Cadillac wywołał prawdziwe trzęsienie ziemi w padoku Formuły 1, ogłaszając odejście Graeme'a Lowdona. Jak się okazuje, dotychczasowy szef zespołu nie odszedł za porozumieniem stron, a o swojej dymisji usłyszał zaledwie kilka godzin przed oficjalnym komunikatem.
Decyzja o zakończeniu współpracy z Lowdonem, który budował amerykański zespół od podstaw, zapadła w trakcie letniej przerwy sezonu 2026. Cadillac zajmuje obecnie ostatnie miejsce w klasyfikacji konstruktorów bez żadnego punktu na koncie po 11 rundach. Choć słabe wyniki debiutanta były przewidywane, CEO Dan Towriss uznał, że nadszedł czas na zmiany. Nowym szefem został Marcin Budkowski, były dyrektor wykonawczy Alpine, który przez ostatnie lata pracował jako telewizyjny ekspert.
Brutalna rzeczywistość w Cadillacu
Towriss nie ukrywa, że proces wyboru następcy trwał od miesięcy, ale Lowdon został postawiony przed faktem dokonanym w środę rano. Właściciel zespołu tłumaczy to specyfiką sportu i chęcią uniknięcia destabilizacji w fabryce. „To nie była wspólna decyzja. Graeme i ja rozmawialiśmy dziś rano, więc z tej perspektywy jest to bardzo świeża sprawa” – przyznał otwarcie Towriss podczas spotkania z mediami, podkreślając, że w Formule 1 trudno o łagodne przeprowadzenie takich zmian bez wycieków informacji.
Mimo szacunku dla Lowdona za cztery lata planowania i budowy ekipy, Towriss zaznaczył, że zmiana jest podyktowana wynikami i ewolucją projektu. „To nie był okres przejściowy dla mnie i dla Graeme'a. To był właściwy czas i właściwe miejsce, aby zrobić krok naprzód” – dodał szef Cadillaca. Zespół liczy teraz na doświadczenie Budkowskiego, który ma poprowadzić stajnię w dalszej części kampanii 2026 i w kolejnych latach, wyciągając ją z dna tabeli.
