Jack Draper żegna się z turniejem Miami Open już po swoim pierwszym meczu. Brytyjczyk, który niedawno triumfował w Indian Wells, musiał uznać wyższość Reilly'ego Opelki. Amerykański gigant o wzroście 211 centymetrów rozegrał spotkanie, które zdominowało statystyki serwisowe tego dnia.
Przebieg meczu był niezwykle rzadki, ponieważ żaden z zawodników nie zdołał przełamać serwisu rywala. Draper wypracował tylko jedną szansę na break point w całym spotkaniu, podczas gdy Opelka nie miał ani jednej. O losach obu setów decydowały tie-breaki, w których Amerykanin okazał się bezlitosny, wygrywając je odpowiednio do trzech i do zera. Draper nie krył frustracji na korcie, widząc, jak kolejne szanse uciekają mu sprzed nosa w starciu z tak dysponowanym przeciwnikiem.
Niewiarygodne liczby na korcie w Miami
Statystyki Opelki budzą podziw. Amerykanin posłał aż 25 asów serwisowych i zanotował 47 uderzeń kończących. Draper przyznał po meczu, że jego rywal grał niesamowicie i serwował wręcz genialnie. Dla Brytyjczyka jest to bolesny przystanek w powrocie do pełnej sprawności po urazie ramienia, który wykluczył go z gry w drugiej połowie zeszłego sezonu. Zawodnik podkreśla jednak, że sam fakt rywalizacji bez bólu jest dla niego pozytywnym sygnałem po problemach zdrowotnych.
Uwagę ekspertów przykuła zmiana w technice Drapera. Jamie Murray, były lider rankingu deblistów, publicznie kwestionował nową mechanikę serwisu Brytyjczyka, twierdząc, że nie rozumie powodów tak drastycznej modyfikacji ruchu. Draper zapowiada teraz skupienie się na treningach i przygotowaniach do sezonu na kortach ziemnych. Mimo porażki zawodnik wierzy, że systematyczna praca z zespołem pozwoli mu odzyskać rytm meczowy, którego brakuje mu po długiej przerwie spowodowanej kontuzją.
