Szef Kolegium Sędziów PZPN, Marcin Szulc, oficjalnie potwierdził, że rzut karny podyktowany dla Widzewa w starciu z Wisłą Płock był błędem wynikającym z braku właściwego zrozumienia dynamiki gry. Decyzja ta, podjęta po interwencji systemu VAR, stoi w sprzeczności z aktualnymi wytycznymi dotyczącymi naturalnego ułożenia ciała zawodnika w wyskoku.
Komentowana sytuacja miała miejsce, kiedy po dośrodkowaniu w pole karne Wisły Płock doszło do kontaktu piłki z ręką obrońcy, Marcusa Haglinda-Sangre. Zawodnik, rywalizując o górną piłkę z Sebastianem Bergierem, nie trafił w nią głową, po czym futbolówka uderzyła w jego kończynę podczas lądowania. Choć sędzia Patryk Gryckiewicz początkowo nie dopatrzył się przewinienia, po analizie zapisu wideo zdecydował się wskazać na jedenasty metr, co pozwoliło Widzewowi objąć prowadzenie, a jednocześnie stało się jedną z największych kontrowersji w Ekstraklasie w ostatnich latach.
Z taką interpretacją zdarzenia od początku nie zgadzali się eksperci sędziowscy. Rafał Rostkowski oraz Adam Lyczmański jednoznacznie ocenili, że ułożenie rąk Haglinda-Sangre było naturalną konsekwencją oddanego skoku i służyło utrzymaniu równowagi, a nie celowemu powiększeniu obrysu ciała.
Do sprawy odniósł się Marcin Szulc. Przewodniczący Kolegium Sędziów na antenie „Meczyków” przyznał, że w Płocku doszło do pomyłki, a system VAR nie powinien był ingerować w tę sytuację. Szulc podkreślił, że sędziowie muszą brać pod uwagę tzw. „football understanding”, czyli boiskowe zrozumienie dynamiki ruchu zawodnika.
„Musimy wziąć pod uwagę sposób zachowania zawodnika i to, czy jest ono naturalne dla wykonywanych ruchów. Nie możemy tutaj mówić o błędzie technicznym ze strony gracza. Odległość była bardzo mała, a ułożenie ręki, jakie widzimy na nagraniu, jest adekwatne do tego, co robi zawodnik. Gdyby to był strzał na bramkę i piłka trafiłaby w rękę, nie mielibyśmy wątpliwości, że to przewinienie. Jednak biorąc pod uwagę charakter tej akcji, uważamy, że rzut karny nie powinien zostać podyktowany, a interwencja VAR nie powinna mieć miejsca” – wyjaśnił Szulc.
Szef sędziów zwrócił również uwagę na niebezpieczeństwo, jakie niesie ze sobą nadmierne poleganie na powtórkach w zwolnionym tempie:
„Czasami obrazem można manipulować, zapominając o podstawowej kwestii, jaką jest właśnie 'football understanding'. Ktoś może powiedzieć, że zawodnik Wisły Płock obraca się i chce zobaczyć, gdzie jest rywal, ale zrozumienie tej sytuacji polega na tym, by zostawić pierwotną decyzję sędziego z boiska i grać dalej”.
Na bezpośrednie pytanie dziennikarza, czy Widzewowi rzut karny w tej sytuacji się nie należał, Marcin Szulc odpowiedział krótko: „Tak”.
