Szczere wyznanie polskiej zawodniczki. Płakała przez trenera, dziś jest jego bronią.

Maksymilian KotowskiMaksymilian Kotowski
4 marca 2026 10:30
Szczere wyznanie polskiej zawodniczki. Płakała przez trenera, dziś jest jego bronią.

Magda Balsam, najskuteczniejsza aktywna reprezentantka Polski, przed nadchodzącym starciem z mistrzyniami świata z Norwegii oraz grudniowymi mistrzostwami Europy, opowiada o bolesnych początkach w kadrze, budowaniu mentalności liderki i osobistej motywacji, która napędza jej karierę.

Droga Magdy Balsam do statusu jednej z najważniejszych postaci w talii selekcjonera Arne Senstada była naznaczona momentami zwątpienia i trudnych decyzji. Choć dziś skrzydłowa legitymuje się imponującą średnią 3,76 bramki na mecz, jej początki w narodowych barwach po debiucie w 2017 roku dalekie były od ideału. Zawodniczka przyznaje, że początkowy okres pracy z obecnym trenerem wiązał się z ogromnym ładunkiem emocjonalnym.

„Początek kadencji selekcjonera Senstada też był dla mnie trudny. Dostawałam powołania, ale po czasie trener zawsze odsyłał mnie do domu. Wracałam i płakałam, zastanawiałam się, co jest ze mną nie tak” – wspomina Balsam w rozmowie z oficjalnym serwisem ZPRP.

Przełom nastąpił w momencie, gdy zawodniczka zamiast szukać winy w szkoleniowcu, postanowiła całkowicie zmienić swoje podejście do treningu. Dziś podkreśla, że to właśnie surowość Senstada ukształtowała ją jako sportowca:

„Gdyby trenerem kadry nie był Arne Senstad, to nie byłabym taką zawodniczką, jaką jestem obecnie”.

Reprezentacja Polski przygotowuje się do wyjątkowego sezonu, którego punktem kulminacyjnym będą grudniowe Mistrzostwa Europy 2026 rozgrywane m.in. w naszym kraju. Balsam nie ukrywa, że zespół, który zajął 9. miejsce na Euro 2024 i 11. na MŚ 2025, wciąż czuje niedosyt. Dla skrzydłowej gra z „orzełkiem” na piersi ma wymiar nie tylko sportowy, ale i głęboko osobisty, związany z pamięcią o zmarłym ojcu.

„Kadra praktycznie od dziecka była moim marzeniem. Była też marzeniem mojego taty, który niestety nie miał okazji zobaczyć mnie w niej, bo odszedł, kiedy miałam 13 lat” – wyznaje zawodniczka, dodając, że na boisku czuje jego obecność.

Mimo ogromnej wagi nadchodzącego turnieju, Balsam zachowuje zdrowy dystans do zewnętrznych oczekiwań:

„Presja pojawia się wtedy, kiedy sobie na nią pozwolisz i kiedy ją do siebie dopuścisz. W tym roku skończę 30 lat, więc dla mnie presję ma lekarz, od którego zależy czyjeś życie”.

Już w czwartek 5 marca o godzinie 18:00 w Lubinie Biało-Czerwone zmierzą się z Norwegią – aktualnymi mistrzyniami świata, Europy i olimpijskimi. Choć rywalki uchodzą za absolutne faworytki, Magda Balsam wierzy w możliwość sprawienia niespodzianki, co pokazywały już wcześniejsze, wyrównane starcia z tym zespołem.

Skrzydłowa zwraca jednak uwagę na kluczowy aspekt rozwoju kadry – konieczność regularnej gry zawodniczek w najsilniejszych ligach zagranicznych i europejskich pucharach.

„Mam porównanie gry w innych ligach i będę się trzymać tego, że to jest zupełnie inne granie” – twierdzi Balsam, sugerując, że polskie kluby muszą odważniej bić się o obecność w Europie, by podnieść poziom reprezentacji.

Przed czwartkowym meczem zawodniczka zapowiada walkę bez kompleksów:

„Jeśli dostałabym pytanie, czy da się wygrać z Norwegią, to powiedziałabym, że oczywiście, że tak”.

Udostępnij artykuł:

Komentarze (0)

Publikując komentarz, zgadzasz się na przetwarzanie podanej nazwy i treści, które będą widoczne publicznie. Zobacz Politykę prywatności.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!