Carlos Alcaraz wyrasta na tragicznego bohatera ostatnich dni w męskim tenisie. Zaledwie 48 godzin po przegranym finale w Monte Carlo, Hiszpan musiał wyjść na kort w Barcelonie. Jak donoszą media, siedmiokrotny triumfator turniejów wielkoszlemowych zmaga się z ogromnym zmęczeniem i narastającą presją kalendarza startów.
Ostatnie dni to dla Alcaraza pasmo rozczarowań. Porażka w dwóch setach z Jannikiem Sinnerem w finale ATP Masters 1000 kosztowała go nie tylko prestiżowy tytuł, ale również fotel lidera światowego rankingu. Włoch zepchnął Hiszpana z szczytu zestawienia, a ten nie miał nawet chwili na regenerację psychiczną. Już dwa dni później musiał stawić czoła Otto Virtanenowi w Barcelonie, choć pierwszy raz na korcie treningowym pojawił się dopiero w dniu meczu. Mimo zwycięstwa 6-4, 6-2, gra faworyta była daleka od ideału.
Ryzykowna gra o zdrowie przed Roland Garros
Podczas konferencji prasowej Alcaraz zdobył się na zaskakującą szczerość. Przyznał, że prawdopodobnie w ogóle nie powinien występować w tym tygodniu. Tenisista czuje dyskomfort fizyczny i obawia się o swoje zdrowie w kontekście nadchodzących turniejów w Madrycie, Rzymie oraz wielkoszlemowego Roland Garros. Wyznał, że Barcelona jest dla niego miejscem szczególnym, co zmusiło go do startu, ale planuje odpoczynek, jeśli sytuacja się pogorszy. W czwartek czeka go starcie z Tomasem Machacem o ćwierćfinał.
Sytuacja Alcaraza wygląda tym gorzej, gdy spojrzy się na decyzje jego największego rywala. Jannik Sinner po sukcesie w Monte Carlo zdecydował się na całkowitą przerwę, rezygnując z gry w Barcelonie i Monachium. Włoch sugeruje nawet, że może odpuścić start w Madrycie, by zachować siły na najważniejszą część sezonu na mączce. Alcaraz natomiast musi bronić tytułu w Rzymie i Paryżu, co przy obecnym braku rytmu i problemach zdrowotnych stawia go w niezwykle trudnym położeniu przed majowymi zmaganiami.
