Przed hitowym starciem z Jagiellonią Białystok Niels Frederiksen nie zamierzał udawać, że będą to zwykłe zawody — ale też nie pozwolił, by otoczenie robiło z niego coś więcej, niż powinno.
Duński szkoleniowiec Lecha pojawił się na czwartkowym briefingu prasowym spokojny i precyzyjny w słowach. Zapytany o presję wynikającą z pozycji w tabeli — jego drużyna prowadzi, a Jagiellonia zajmuje trzecie miejsce — odpowiedział, że żadnej dodatkowej nie odczuwa. Porównał nadchodzące spotkanie do meczu z Zagłębiem Lubin: kolejny rywal, kolejne trzy punkty do zagrania.
Trener przyznał wprost, że woli obecną sytuację od tej sprzed roku — kiedy to Lech był drużyną goniącą, a nie gonioną.
„Wszystko zależy od nas, jesteśmy niezależni od innych" — zaznaczył, akcentując, że przewaga punktowa daje Kolejorzowi dokładnie to, czego potrzebuje: autonomię.
Trzy punkty przewagi w tabeli mogłyby skłaniać do optymizmu — Frederiksen celowo go studzi. Powołał się na ubiegłoroczny precedens, który doskonale zna z własnego doświadczenia: Lech odrobił wówczas cztery punkty straty do Rakowa w ciągu ostatnich ośmiu kolejek i sięgnął po mistrzostwo. Teraz, jako lider, nie chce znaleźć się po drugiej stronie tego scenariusza.
Zwycięstwo Kolejorza oznaczałoby sześć punktów przewagi nad drużyną Adriana Siemieńca — dystans, który w końcówce sezonu zacząłby nabierać realnego znaczenia. Sobotnie spotkanie w Białymstoku (4 kwietnia, godz. 20:15) to więc nie tylko test formy, ale potencjalnie jeden z najważniejszych meczów w wyścigu o tytuł.
Terminarz, który czeka Lech po tym starciu, nie należy do łatwych. Poznaniacy zmierzą się kolejno z GKS-em Katowice (12 kwietnia), Pogonią Szczecin (18 kwietnia) i Legią Warszawa (24 kwietnia) — a więc z drużynami, które mają wiele atutów i powodów do tego, by walczyć o pełną pulę. Do tego dochodzi wyjazd do Lublina na mecz z Motorem (1 maja) — rywalem nieprzewidywalnym na własnym boisku — oraz domowe starcie z Arką (8 maja).
