Sto milionów złotych w Widzewie pod lupą. „Przepaść na tle Europy”

Maksymilian KotowskiMaksymilian Kotowski
18 marca 2026 19:05
Sto milionów złotych w Widzewie pod lupą. „Przepaść na tle Europy”

Inwestycja Roberta Dobrzyckiego w Widzew Łódź opiewa na kwotę, która w Polsce wywołuje zaskoczenie — a według byłego reprezentanta kraju Radosława Majdana, najlepiej świadczy nie tyle o zamożności właściciela, ile o przepaści dzielącej rodzimy futbol od europejskiej czołówki.

Kiedy pada pytanie, czy sto milionów złotych wpompowanych w klub Ekstraklasy to nie jest po prostu przysłowiowe przypalanie pieniędzy, Radosław Majdan — który dobrze zna się z właścicielem Widzewa — nie ma najmniejszych wątpliwości co do odpowiedzi.

„Uważam, że należy się tylko cieszyć i bić brawo" — powiedział w rozmowie z serwisem Sport.pl. „Powinniśmy oczekiwać kolejnych majętnych właścicieli, którzy chcą dawać swoje ciężko zarobione pieniądze na polski futbol."

Były bramkarz wskazuje, że za decyzją Dobrzyckiego stoją dwa równorzędne motory napędowe: sentyment i sukces.

„W przypadku Roberta Dobrzyckiego zagrały dwie rzeczy: jego czerwono-białe serce Widzewiaka oraz wielki sukces biznesowy" — tłumaczy Majdan. 

To połączenie emocjonalnego zaangażowania z realnym kapitałem traktuje on nie jako ryzyko, lecz jako warunek konieczny trwałej inwestycji w sport.

Majdan stawia jednak diagnozę, która może być dla polskich kibiców niekomfortowa. Skala, która nad Wisłą budzi sensację, na największych rynkach transferowych jest ceną wyjściową za zawodnika z niepewną przyszłością.

 „Ta kwota może szokować w Polsce, ale pokazuje, jak daleko jesteśmy od światowego topu, gdzie 10 milionów euro płaci się za »transfer dużego ryzyka«" — podkreśla były reprezentant kraju.

Według Majdana inwestycja Dobrzyckiego jest zatem nie tyle wyjątkiem od reguły, ile papierkiem lakmusowym — dowodem na to, że polska liga funkcjonuje w zupełnie innych ramach finansowych niż zachodnioeuropejska konkurencja. Były bramkarz odrzuca przy tym zarzuty o psucie rynku czy naiwność inwestora. 

„Nie widzę tu żadnej naiwności ani psucia rynku. To po prostu wyjście poza ramy, do których przywykliśmy. To warunki europejskie" — ocenia.

Majdan zwraca uwagę również na podejście właściciela Widzewa do samych piłkarzy:

„Bardzo szanuję to, że on nie nakłada na piłkarzy presji poprzez wydane pieniądze. Rozumie, że zawodnik potrzebuje czasu na aklimatyzację i nowy schemat taktyczny." 

Udostępnij artykuł:

Komentarze (0)

Publikując komentarz, zgadzasz się na przetwarzanie podanej nazwy i treści, które będą widoczne publicznie. Zobacz Politykę prywatności.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!