Inwestycja Roberta Dobrzyckiego w Widzew Łódź opiewa na kwotę, która w Polsce wywołuje zaskoczenie — a według byłego reprezentanta kraju Radosława Majdana, najlepiej świadczy nie tyle o zamożności właściciela, ile o przepaści dzielącej rodzimy futbol od europejskiej czołówki.
Kiedy pada pytanie, czy sto milionów złotych wpompowanych w klub Ekstraklasy to nie jest po prostu przysłowiowe przypalanie pieniędzy, Radosław Majdan — który dobrze zna się z właścicielem Widzewa — nie ma najmniejszych wątpliwości co do odpowiedzi.
„Uważam, że należy się tylko cieszyć i bić brawo" — powiedział w rozmowie z serwisem Sport.pl. „Powinniśmy oczekiwać kolejnych majętnych właścicieli, którzy chcą dawać swoje ciężko zarobione pieniądze na polski futbol."
Były bramkarz wskazuje, że za decyzją Dobrzyckiego stoją dwa równorzędne motory napędowe: sentyment i sukces.
„W przypadku Roberta Dobrzyckiego zagrały dwie rzeczy: jego czerwono-białe serce Widzewiaka oraz wielki sukces biznesowy" — tłumaczy Majdan.
To połączenie emocjonalnego zaangażowania z realnym kapitałem traktuje on nie jako ryzyko, lecz jako warunek konieczny trwałej inwestycji w sport.
Majdan stawia jednak diagnozę, która może być dla polskich kibiców niekomfortowa. Skala, która nad Wisłą budzi sensację, na największych rynkach transferowych jest ceną wyjściową za zawodnika z niepewną przyszłością.
„Ta kwota może szokować w Polsce, ale pokazuje, jak daleko jesteśmy od światowego topu, gdzie 10 milionów euro płaci się za »transfer dużego ryzyka«" — podkreśla były reprezentant kraju.
Według Majdana inwestycja Dobrzyckiego jest zatem nie tyle wyjątkiem od reguły, ile papierkiem lakmusowym — dowodem na to, że polska liga funkcjonuje w zupełnie innych ramach finansowych niż zachodnioeuropejska konkurencja. Były bramkarz odrzuca przy tym zarzuty o psucie rynku czy naiwność inwestora.
„Nie widzę tu żadnej naiwności ani psucia rynku. To po prostu wyjście poza ramy, do których przywykliśmy. To warunki europejskie" — ocenia.
Majdan zwraca uwagę również na podejście właściciela Widzewa do samych piłkarzy:
„Bardzo szanuję to, że on nie nakłada na piłkarzy presji poprzez wydane pieniądze. Rozumie, że zawodnik potrzebuje czasu na aklimatyzację i nowy schemat taktyczny."
