Po ujawnieniu zarobków piłkarzy Śląska Wrocław na światło dzienne wychodzą kolejne wątki związane z funkcjonowaniem klubu z Betclic 1. Ligi. Dziennikarz Marcin Torz ujawnił, że Śląsk Wrocław proponował Miłoszowi Kozakowi rozwiązanie kontraktu w zamian za kilka miesięcznych pensji zawodnika, jednak ten nie przyjął propozycji.
Z informacji ujawnionych przez dziennikarza Marcina Torza wynika, że włodarze Śląska Wrocław dążyli do polubownego rozstania z Miłoszem Kozakiem. Klub zaoferował zawodnikowi kwotę stanowiącą równowartość kilku miesięcznych pensji – łącznie ponad 200 tysięcy złotych – aby ten zgodził się na odejście z zespołu.
Piłkarz nie przystał jednak na te warunki, wybierając kontynuację dotychczasowego kontraktu. Zgodnie z obecnymi zapisami, Kozak może liczyć na comiesięczne wynagrodzenie w wysokości około 60 tysięcy złotych, a jego umowa wygasa dopiero w połowie 2027 roku.
Sytuacja wywołała gwałtowne reakcje w środowisku sportowym, dzieląc kibiców na dwa obozy. Krytycy zarzucają zawodnikowi „brak ambicji” sportowej, sugerując, że priorytetem stały się dla niego kwestie finansowe, a nie regularna gra. Z drugiej strony pojawiają się głosy broniące piłkarza, podkreślające, że to klub dobrowolnie podpisał długoletnie zobowiązanie i musi teraz ponosić jego konsekwencje.
Choć wielu obserwatorów sugeruje, że Miłosz Kozak nie miałby problemów ze znalezieniem nowego pracodawcy, zwolennicy jego decyzji argumentują, że poszukiwanie nowego klubu w sytuacji posiadania ważnego i wysokiego kontraktu z punktu widzenia zawodnika jest bezzasadne.
Miłosz Kozak dostał ofertę rozwiązania kontraktu ze Śląskiem. Piłkarz odszedlby z klubu, a w zamian dostałby kilka pensji. Mógłby więc na rękę dostać nawet jakieś 200 tysięcy zlotych i znaleźć sobie inny klub (no i w nim i grać, i zarabiać).
— Marcin Torz (@MarcinTorz) February 17, 2026
Ale nie. Lepiej zostać we Wrocławiu… pic.twitter.com/FdVYwTC8Bm
