Mateusz Skrzypczak nie szukał wymówek po odpadnięciu Lecha Poznań z eliminacji Ligi Mistrzów. W rewanżu z Crveną Zvezdą (1:1) to jego faul w polu karnym doprowadził do rzutu karnego, z którego gospodarze objęli prowadzenie. – Mój błąd, poślizgnąłem się w kluczowym momencie. Odwracałem się, chciałem wybić piłkę i wtedy zaliczyłem uślizg. Konsekwencją tego był ten krok, który sprawił, że chyba zahaczyłem przeciwnika – przyznał po meczu obrońca Kolejorza.
Karny, który pozwolił Serbom kontrolować mecz
Do sytuacji doszło w końcówce pierwszej połowy. Serbowie czekali na ataki Lecha. Po niepewnej interwencji w polu karnym Skrzypczak stracił równowagę, a sędzia wskazał na jedenasty metr.
Gol z „jedenastki” pozwolił gospodarzom złapać oddech i skupić się na obronie korzystnego wyniku z pierwszego meczu (3:1). Lech mimo gry w przewadze nie zdołał odrobić strat, a wyrównujące trafienie Mikaela Ishaka w drugiej połowie było jedynie honorowym akcentem.
– Szkoda, że po tej czerwonej kartce nie poszliśmy do przodu, nie przycisnęliśmy trochę mocniej – dodał Skrzypczak.
Podkreślił, że różnica poziomu między drużynami nie była duża, ale zabrakło jakości i konkretów pod bramką rywali.
– Dochodziliśmy do pola karnego, trochę wtedy brakowało konkretów – ocenił.
Lech po porażce w dwumeczu 2:4 odpadł z walki o Ligę Mistrzów, ale wciąż ma szansę na fazę ligową Ligi Europy, gdzie zmierzy się z Genk.
