Arthur Gea stał się bohaterem jednego z najbardziej kontrowersyjnych incydentów w historii pierwszego dnia Roland Garros. Francuski tenisista wdał się w niezwykle ostrą wymianę zdań z sędzią podczas meczu przeciwko Karenowi Chaczanowowi. W upalnych warunkach panujących w Paryżu zawodnik domagał się natychmiastowej przerwy toaletowej, spotykając się ze stanowczą odmową arbitra, co doprowadziło do wybuchu wściekłości.
Sytuacja na korcie błyskawicznie wymknęła się spod kontroli, gdy sędzia zasugerował kontynuowanie gry. Gea nie przebierał w słowach i wprost zakomunikował, że zmaga się z biegunką. Padły szokujące słowa o tym, że jeśli nie opuści placu gry, załatwi potrzebę fizjologiczną bezpośrednio na korcie. Tenisista podkreślał, że to nie jest żart i czuje się chory, po czym ostatecznie zbiegł do szatni na około cztery minuty.
Problemy zdrowotne i porażka w cieniu awantury
Karen Chaczanow nie ukrywał irytacji z powodu nagłej przerwy, która wybiła go z rytmu serwisowego. Choć Rosjanin początkowo stracił koncentrację i przegrał trzy kolejne punkty, zdołał opanować emocje i wykorzystać słabość rywala. Gea, grający w turnieju dzięki dzikiej karcie, wyraźnie opadł z sił w trzecim secie. Problemy żołądkowe okazały się zbyt poważną przeszkodą, by nawiązać równorzędną walkę z wyżej notowanym przeciwnikiem.
Mecz zakończył się zwycięstwem Chaczanowa 6:3, 7:6(3), 6:0. Tim Henman w komentarzu dla TNT Sports zauważył, że choć sytuacja była dla Francuza fatalna, to Chaczanow musiał wykazać się dużą odpornością psychiczną. Ekspert zaznaczył, że w takich momentach należy zmusić cierpiącego przeciwnika do biegania i unikać niewymuszonych błędów. Arthur Gea opuścił turniej w atmosferze skandalu, który przyćmił sportowy aspekt tego pojedynku.
