Jannik Sinner wyrasta na absolutnego dominatora twardych kortów. Włoch pokonał Daniiła Miedwiediewa w finale Indian Wells 7:6(6), 7:6(4), pieczętując swój pierwszy triumf w tej imprezie. Mecz trwał blisko dwie godziny i stał na niebotycznym poziomie, mimo że żaden z zawodników nie zdołał ani razu przełamać serwisu przeciwnika. Sinner pokazał stalowe nerwy w drugim tie-breaku, gdzie odrobił stratę od stanu 0-4, wygrywając siedem punktów z rzędu.
Zwycięstwo w Kalifornii ma dla wicelidera rankingu wymiar historyczny. Sinner został zawodnikiem, który wygrał wszystkie sześć turniejów rangi ATP Masters 1000 rozgrywanych na nawierzchni twardej. To wyczyn, o który bezskutecznie zabiegał również Miedwiediew. Włoch przyznał po meczu, że przygotowania do turnieju zaczął bardzo wcześnie, chcąc za wszelką cenę odblokować brakujący tytuł w swojej kolekcji przed nadchodzącymi zmaganiami w Miami.
Wyjątkowe słowa o rosyjskim mistrzu
Mimo zaciętej rywalizacji, Sinner nie szczędził ciepłych słów pod adresem pokonanego Rosjanina. Włoch stwierdził wprost, że tenis potrzebuje Miedwiediewa ze względu na jego unikalny styl gry i agresję na korcie. Podkreślił, że powrót rywala do najwyższej formy jest świetną wiadomością dla całej dyscypliny. Sinner zauważył, że Miedwiediew serwował tak dobrze, iż miał ogromne problemy z returnem, zwłaszcza przy drugim podaniu przeciwnika.
Triumfator odniósł się także do ekstremalnych warunków pogodowych panujących podczas finału. Choć upał był dotkliwy dla kibiców, Sinner czuł się doskonale przygotowany fizycznie dzięki ciężkiej pracy na siłowni i wcześniejszej aklimatyzacji. Teraz tenisista planuje krótki odpoczynek, by utrzymać rytm meczowy przed turniejem w Miami, który będzie ostatnim przystankiem na kortach twardych przed rozpoczęciem sezonu na mączce w Europie.
