Atletico Madryt wyrasta na jednego z głównych faworytów do końcowych triumfów w tym sezonie. Diego Simeone, mimo nieustannych spekulacji o jego przyszłości, doprowadził zespół do finału Copa del Rey i efektownego zwycięstwa 5:2 nad angielskim zespołem z Londynu. Argentyński szkoleniowiec po raz kolejny udowadnia, że jego projekt wciąż ma ogromną siłę rażenia.
Kluczową postacią ostatnich tygodni jest Julian Alvarez. Argentyński napastnik, nazywany „Pająkiem”, przełamał dwumiesięczną niemoc strzelecką w najważniejszym momencie. Po serii meczów bez gola, trafił do siatki w wygranym 4:0 pierwszym meczu półfinałowym z Barceloną, a następnie dołożył dwa trafienia w starciu z Anglikami. Jego instynkt i szybkość sprawiają, że ofensywa madrytczyków znów przeraża najsilniejszych rywali w Europie.
Droga przez cierpienie do wielkiego finału
Awans do finału Copa del Rey nie przyszedł jednak łatwo. Po miażdżącym zwycięstwie 4:0 nad Barceloną w pierwszym spotkaniu, w rewanżu Atletico musiało drżeć o wynik. Katalończycy wygrali 3:0 i byli bliscy historycznej remontady, ale zespół Simeone zdołał przetrwać napór. „Jesteśmy Atletico, naszym przeznaczeniem jest cierpienie” – przyznał po meczu El Cholo, podkreślając charakter swojej drużyny, która od 2021 roku czeka na nowe trofeum do gabloty.
Obok Alvareza błyszczą inne gwiazdy. Antoine Griezmann zbliża się do granicy 500 występów w barwach klubu, a Alexander Sorloth imponuje formą, zdobywając sześć bramek w ostatnich pięciu meczach. Norweg trafił między innymi w wygranym 3:2 starciu z Realem Sociedad. To właśnie ta dwójka, wspierana przez niezawodnego Marcosa Llorente i kapitana Koke, ma zapewnić klubowi pierwszy od 13 lat triumf w Pucharze Króla.
