Adrian Siemieniec po wygranej z GKS Katowice 2:1 nie ukrywał, że Jagiellonia Białystok boryka się z problemem, na który nie znalazł jeszcze skutecznego antidotum — i który może zaważyć na reszcie sezonu.
Bramki Alejandro Pozo w 11. minucie i Tarasa Romanczuka tuż przed przerwą dały Jagiellonii prowadzenie 2:0, które w końcówce zdołał zmniejszyć Erik Jirka — wchodzący z ławki rezerwowych w przerwie i trafiający do siatki w 82. minucie. Białostoczanie wygrali, lecz konferencja prasowa po meczu była czymś więcej niż podsumowaniem spotkania.
Siemieniec przyznał bowiem, że dostrzega wyraźną prawidłowość: po meczach europejskich, gdy następuje tygodniowa przerwa w graniu, drużyna wyraźnie traci ostrość — i to nie tylko w wymiarze fizycznym.
„Zauważam pewną tendencję. Podobną sytuację mieliśmy w zeszłym sezonie po meczach z Cercle Brugge i Lechem. Następuje spadek, i to nie tylko fizyczny, ale przede wszystkim mentalny. Wchodzisz na bardzo wysoki 'load', jesteś na standby'u, a gdy przychodzi tydzień przerwy, organizm się wygasza" — powiedział szkoleniowiec.
Wyznał przy tym, że jako trener po raz pierwszy łączący grę w Europie z rozgrywkami ligowymi, wciąż szuka recepty na zarządzanie tym obciążeniem — czy przez rotację, czy przez komunikację z zawodnikami. Żartobliwie dodał:
„Śmiejemy się, że może będziemy pierwszą drużyną, która specjalnie organizuje sparingi w środku tygodnia, by utrzymać rytm" — po czym zaznaczył, że to dla niego „najtrudniejszy bodziec dla układu nerwowego".

Pytany, czy zwycięstwo nad GKS-em zdjęło z zespołu napięcie psychiczne, Siemieniec odmówił pochopnych wniosków.
„Odpowiedź poznamy w sobotę" — uciął krótko, po czym rozwinął myśl w duchu bardziej filozoficznym niż taktycznym. „W sporcie jest wielka różnica między dyscypliną a motywacją. Motywacja to skoki — góra i dół. Wygrywają ci, którzy są zdyscyplinowani i konsekwentni w nastawieniu" — podkreślił.
Trener wprost odniósł się do kontrastującego z sobotnią wygraną meczu rozegranego w Gdańsku, który miał miejsce po europejskim występie we Florencji.
„Niepokojące jest, gdy po meczu we Florencji grasz taki mecz jak w Gdańsku. Musimy jak najszybciej wracać do naszej tożsamości" — stwierdził.
Nie szczędził przy tym ironii pod adresem rodzimej opinii publicznej:
„Dzisiaj o 21:50 kryzys mamy za sobą, a rano Jagiellonia była w ogromnym kryzysie. W naszym pięknym kraju jesteśmy specjalistami od skakania od ściany do ściany."
Kolejny sprawdzian Białostoczanie przejdą w sobotę, kiedy zagrają z Wisłą Płock. Następującą po tym pojedynku przerwę reprezentacyjną Siemieniec traktuje jako istotny egzamin dla zespołowej powtarzalności.
