Serena Williams została oficjalnie wpisana na listę zawodniczek przywróconych do rywalizacji przez International Tennis Integrity Agency. Amerykanka może wrócić do gry w turniejach już 22 lutego.
Zasady są nieubłagane dla każdego, kto ogłosił rozbrat ze sportem. Zawodnicy kończący karierę muszą poddać się sześciomiesięcznemu okresowi testów antydopingowych, zanim ponownie pojawią się w drabinkach oficjalnych zawodów. Williams ten proces właśnie finalizuje, co wywołało lawinę spekulacji w świecie tenisa. Choć legenda wygrywała turnieje Wielkiego Szlema aż 23 razy, jej ostatni występ miał miejsce podczas US Open w 2022 roku. Wtedy unikała słowa emerytura, mówiąc raczej o ewolucji poza sport.
Sama zainteresowana wysyła sprzeczne sygnały, które podsycają zainteresowanie mediów i kibiców. Jeszcze w grudniu stanowczo zaprzeczała doniesieniom o powrocie na platformie X, nazywając plotki szaleństwem. Jednak podczas niedawnego występu w programie Today show, Williams nie chciała już kategorycznie wykluczyć wznowienia kariery. Pytana o ponowne wejście do puli testowej, odpowiedziała jedynie śmiechem i stwierdzeniem, że nie może o tym dyskutować. Obecnie skupia się na czerpaniu radości z życia, czekając na to, co przyniesie przyszłość.
Jeśli Amerykanka faktycznie zdecyduje się na sensacyjny powrót, kalendarz WTA oferuje jej kilka ciekawych opcji. Już 23 lutego startują turnieje rangi 250 w Austin oraz meksykańskiej Meridzie, gdzie mogłaby sprawdzić formę. Bardziej prawdopodobne wydaje się jednak, że była liderka rankingu wybierze znacznie większą scenę na swój ponowny debiut. Eksperci wskazują tutaj na prestiżowe turnieje WTA 1000 w Indian Wells lub Miami, które odbędą się w marcu. Na razie fani muszą uzbroić się w cierpliwość.
