Real Madryt zaliczył bolesną wpadkę w wyścigu o mistrzostwo Hiszpanii. Drużyna prowadzona przez Alvaro Arbeloę przegrała na wyjeździe z Mallorcą 1:2, tracąc decydującego gola w doliczonym czasie gry. To wynik, który może przekreślić szanse Królewskich na końcowy triumf w LaLiga.
Arbeloa zaskoczył składem, zostawiając Viniciusa Juniora na ławce rezerwowych. Mimo to Real Madryt miał swoje szanse w pierwszej połowie, jednak powracający do gry Kylian Mbappe dwukrotnie przegrał pojedynki z bramkarzem gospodarzy, Leo Romanem. Niewykorzystane sytuacje zemściły się tuż przed przerwą. Manu Morlanes wykorzystał precyzyjne dośrodkowanie Pablo Maffeo i pewnym strzałem pokonał Andrija Lunina, dając Mallorce prowadzenie. Goście schodzili do szatni w fatalnych nastrojach, potrzebując natychmiastowej reakcji.
Powrót Militao i zabójczy cios w końcówce
Brak poprawy w grze po przerwie wymusił na trenerze zmiany. Na boisku pojawili się Vinicius Junior, Jude Bellingham oraz Eder Militao. To właśnie brazylijski obrońca, grający pierwszy raz od listopada po zerwaniu ścięgna podkolanowego, dał Realowi nadzieję. W 88. minucie Militao najwyżej wyskoczył do dośrodkowania Trenta Alexander-Arnolda z rzutu rożnego i strzałem głową doprowadził do wyrównania. Radość madrytczyków trwała jednak krótko, bo defensywa gości kompletnie pogubiła się w doliczonym czasie gry.
W decydującej akcji meczu Mateo Joseph obsłużył Vedata Muriqiego, który potężnym uderzeniem z pola karnego zapewnił Mallorce trzy punkty. Wygrana pozwoliła gospodarzom wyprzedzić Elche i opuścić strefę spadkową. Sytuacja Realu Madryt jest teraz krytyczna. Jeśli FC Barcelona pokona dzisiaj Atletico Madryt, przewaga Katalończyków nad ekipą ze stolicy wzrośnie do siedmiu punktów. Królewscy mogą wypaść z walki o tytuł na własne życzenie po serii błędów w obronie.
