Sam Greenwood nie pojawił się w barwach Pogoni Szczecin podczas poniedziałkowego starcia z Piastem Gliwice. Fani „Dumy Pomorza” zaczęli doszukiwać się w tym drugiego dna. Czy rzeczywiście Anglik pomału zaczyna być odsuwany od pierwszej drużyny?
Przyjście Sama Greenwooda do Pogoni Szczecin było odbierane jako jeden z najgłośniejszych transferów w Ekstraklasie, głównie ze względu na bogate CV zawodnika wywodzącego się z angielskich boisk. Statystyki piłkarza Pogoni w bieżących rozgrywkach wskazują jednak na pewien regres – w 18 występach ligowych zdobył on 3 bramki i zanotował 2 asysty, spędzając na murawie 1.177 minut. Ostatnie trafienie Greenwooda miało miejsce w lutowym meczu przeciwko Niecieczy.
Obecnie postawa Anglika budzi skrajne emocje wśród Szczecinian. W obliczu słabszej dyspozycji i częstych rotacji w składzie, w środowisku związanym z klubem coraz głośniej wybrzmiewają głosy sugerujące, że zawodnik powinien pożegnać się z drużyną po zakończeniu sezonu. Do tej pory Greenwood zgromadził łącznie 20 występów we wszystkich rozgrywkach, lecz jego wkład w grę „Dumy Pomorza” w ostatnich tygodniach jest oceniany przez fanów jako dalece odbiegający od pierwotnych oczekiwań.
Choć kibice i obserwatorzy tworzyli teorie spiskowe w sprawie nieobecności angielskiego pomocnika podczas poniedziałkowego meczu, rzeczywistość okazała się bardziej prozaiczna. Trener Thomas Thomasberg poinformował, że przyczyną absencji był uraz, z którym zawodnik zmagał się przed wyjazdem do Gliwic. Jak przyznał szkoleniowiec, walka o powrót piłkarza do pełni sił trwała niemal do ostatniego momentu.
„Tak, Sam doznał urazu. Do ostatniej chwili – jeszcze dwa dni temu – testowaliśmy, czy on lub Hussein Ali będą zdolni do gry. Niestety obaj nie mogli z nami przyjechać” – wyjaśnił Thomasberg.
Trener Pogoni Szczecin podkreślił przy tym, że mimo długiej listy nieobecnych, jest pod wrażeniem postawy zawodników, którzy musieli udźwignąć ciężar spotkania:
„Tym bardziej jestem usatysfakcjonowany mentalnością tych, którzy wystąpili, bo lista nieobecnych była naprawdę długa”.
