Aryna Sabalenka pokonała Renatę Zarazúę 6:1, 6:3 i awansowała do 1/16 finału China Open. Było to jej pierwsze zwycięstwo od porażki z Jeleną Rybakiną w finale US Open i pierwszy mecz Białorusinki podczas azjatyckiej części sezonu WTA.
Sabalenka była zadowolona ze swojej gry i koncentracji. „Tak, zdecydowanie jestem zadowolona z poziomu, jaki zaprezentowałam. Nie ma na co narzekać. Cieszę się z koncentracji i właściwie z całego występu. Cieszę się, że awansowałam” — powiedziała po spotkaniu w Pekinie. W Chinach walczy też o odzyskanie pierwszego miejsca w rankingu, które straciła na rzecz Rybakiny podczas US Open — po raz pierwszy od 107 tygodni.
Białorusinka oceniła także warunki na korcie. „Było trochę chłodno. Właściwie sama nie wiem, ale dobrze mi się grało” — powiedziała. Nieco zastrzeżeń miała jednak do piłek Yonex, używanych w turnieju po raz pierwszy w tym roku. „Może piłki były trochę za ciężkie. Trochę za bardzo obciążało to organizm. Ale ogólnie wszystko ze mną w porządku” — stwierdziła Sabalenka.
W kolejnej rundzie Sabalenka, obecna wiceliderka rankingu, zmierzy się ze wschodzącą czeską zawodniczką Nikolą Bartunkovą. Zna już rywalkę z czerwcowego ćwierćfinału w Berlinie, rozegranego podczas sezonu na kortach trawiastych. „Po prostu uważam, że zagrała niesamowity tenis. Niewiele mogłam zrobić, po prostu waliła piłkę, nie wiem nawet, jak to opisać. To był niewiarygodny poziom” — mówiła Sabalenka o występie Czeszki. Dodała, że gdy przy stanie 0:4 kilka razy ruszyła do siatki, nabrała trochę pewności, że może pokazać rywalce, iż wciąż ma coś do zaoferowania. Próbowała utrzymać się w grze i znaleźć rytm, ale uznała, że miała szczęście. Przyznała też: „Czułam, że to był jej mecz i nie wiedziałam, co zrobić”. Bartunková awansowała po wygranej w dwóch setach z Magdaleną Fręch w meczu otwarcia. Ich starcie zaplanowano na niedzielę, 4 października; kolejność spotkań nie została jeszcze ustalona.
