George Russell nie gryzie się w język po testach w Bahrajnie. Brytyjczyk przyznał, że jego dwie próby startu przed nowym sezonem Formuły 1 były gorsze niż najsłabszy start, jaki kiedykolwiek zaliczył w karierze. Wszystko przez rewolucję w przepisach technicznych, która usunęła system MGU-H z jednostek napędowych, zmuszając kierowców do zupełnie nowej, niezwykle skomplikowanej procedury ruszania z miejsca.
Obecnie zawodnicy muszą utrzymywać wysokie obroty silnika przez co najmniej 10 sekund, aby rozkręcić turbosprężarkę przed zwolnieniem sprzęgła. Brak wsparcia ze strony MGU-H sprawił, że płynne ruszanie, do którego przyzwyczaiła nas Formuła 1 w ostatnich latach, odeszło do lamusa. Russell zauważa, że na ten moment tempo wyścigowe schodzi na dalszy plan, ponieważ największą przeszkodą staje się samo opuszczenie pola startowego bez wpadnięcia w system anty-stall, co może zniweczyć cały wysiłek włożony w kwalifikacje.
W nowej rzeczywistości najlepiej odnajduje się Ferrari. Kimi Antonelli potwierdził, że włoskie jednostki napędowe wyglądają na bardzo mocne podczas startów, co udowodnił Lewis Hamilton, wyprzedzając kilku rywali w trakcie czwartkowych testów. Choć Mercedes wprowadził poprawki, które poprawiły odczucia Antonelliego, zespół wciąż zmaga się z niestabilnością procedury. Oscar Piastri z McLarena ostrzega nawet, że błąd przy starcie może kosztować utratę siedmiu pozycji, co zwiastuje ogromny chaos w pierwszych wyścigach sezonu.
Padok jest podzielony w kwestii bezpieczeństwa nowych rozwiązań. Szef McLarena, Andrea Stella, domaga się pilnych zmian, podczas gdy Lewis Hamilton nie uważa procedury za niebezpieczną. Piastri podkreśla, że zarządzanie mocą i momentem włączenia się systemu MGU-K jest teraz znacznie trudniejsze pod każdym kątem. Kierowcy wciąż uczą się, co decyduje o udanym starcie, a ogromne różnice w wykonaniu tego elementu sprawiają, że wyniki na początku roku będą wyjątkowo nieprzewidywalne i losowe.
