Richard Krajicek przedstawił strategię, która jego zdaniem pozwoliłaby nawiązać walkę z Carlosem Alcarazem i Jannikiem Sinnerem. Mistrz Wimbledonu uważa, że rywale zbyt rzadko ryzykują pod siatką.
Alcaraz i Sinner zdominowali męskie rozgrywki, dzieląc między siebie dziewięć ostatnich tytułów wielkoszlemowych. Hiszpan ma na koncie pięć takich trofeów, natomiast Włoch cztery. Obaj zajmują dwa pierwsze miejsca w rankingu ATP, utrzymując ogromną przewagę nad resztą stawki. Krajicek w podcaście Grega Rusedskiego przyznał, że poziom dzisiejszego tenisa, przygotowanie fizyczne oraz długowieczność zawodników są znacznie wyższe niż w czasach jego kariery. Były czwarty tenisista świata cieszy się nawet, że nie musi dziś rywalizować z tak mocną czołówką, wspominając, że w przeszłości musiał pokonać głównie Pete'a Samprasa lub Michaela Sticha.
Kluczem do sukcesu ma być agresywna gra stylem serwis i wolej. Krajicek zauważył, że obecnie niemal nikt nie decyduje się na regularne ataki przy siatce, co ułatwia zadanie liderom. Choć Holender dopuszcza myśl, że mógłby przegrać z Alcarazem i Sinnerem dziesięć na dziesięć spotkań, to i tak konsekwentnie szukałby szansy w skracaniu wymian. Według niego pokonanie tej dwójki w grze z głębi kortu jest praktycznie niemożliwe. Jedynie Stefanos Tsitsipas próbuje momentami takiej taktyki, ale to wciąż za mało, by realnie zdestabilizować grę najsilniejszych graczy w tourze.
Zwycięzca Wimbledonu z 1997 roku, który w trakcie kariery wygrał 17 turniejów rangi ATP, tęskni za większą różnorodnością na kortach. Chciałby zobaczyć w czołówce kilku zawodników grających skrajnie ofensywnie, by sprawdzić, jak Alcaraz i Sinner poradziliby sobie z ciągłą presją pod siatką. Krajicek podkreśla, że obecni mistrzowie świetnie returnują i mijają rywali, jednak wybicie ich z rytmu pozostaje jedyną sensowną alternatywą dla jednostronnych widowisk z linii końcowej.
