W świecie tenisa odżyła dyskusja na temat wprowadzenia meczów do trzech wygranych setów w turniejach wielkoszlemowych kobiet. Pomysł ten ma być odpowiedzią na argumenty przeciwników równej płacy, którzy wytykają zawodniczkom krótszy czas spędzany na korcie. Craig Tiley, były szef Tennis Australia, a obecnie dyrektor w amerykańskiej federacji USTA, mocno naciska na wdrożenie tego rozwiązania już w najbliższym czasie.
Tiley sugeruje, aby wydłużony format obowiązywał przynajmniej w decydujących fazach turniejów, takich jak ćwierćfinały, półfinały i finały. Jego zdaniem wiele spotkań zyskałoby na dramaturgii, gdyby trwały dłużej. Choć przyznaje, że nie zna jeszcze opinii samych zawodniczek, uważa, że temat musi trafić do oficjalnej agendy. Przeciwnicy planu podnoszą jednak kwestie zdrowotne i obawy, czy organizmy tenisistek wytrzymają tak duże obciążenia w krótkich odstępach czasu.
Henman broni tradycji i uderza w kalendarz
Głos w sprawie zabrał Tim Henman, który zasiada w komitecie organizacyjnym Wimbledonu. Były lider brytyjskiego tenisa sprzeciwia się zmianom w formacie Wielkiego Szlema. W rozmowie z Tennis365 podkreślił, że obecny system działa bez zarzutu, a tradycja powinna zostać zachowana. Henman uważa, że tenis ma znacznie pilniejsze problemy niż liczba setów u kobiet, i wskazuje na chaos panujący w rozgrywkach ATP oraz WTA poza najważniejszymi turniejami.
Ekspert Sky Sports skrytykował obecny kalendarz, w tym wydłużenie turniejów rangi Masters 1000 do dwunastu dni. Według niego nadmiar imprez w lutym, odbywających się jednocześnie w Doha, Dubaju, Rotterdamie czy Acapulco, jest niezrozumiały dla kibiców i szkodliwy dla zawodników. Henman apeluje o reformę harmonogramu startów, aby uczynić go bardziej przejrzystym, zamiast ingerować w strukturę meczów wielkoszlemowych, które jego zdaniem nie wymagają naprawy.
