Jeszcze kilka miesięcy temu kompletnie rozczarowywał i nie dawano żadnej nadziei na to, iż to się poprawi. Teraz gra jak z nut i zaskakuje liczbami. Problem polega na tym, że już jednak tylko formalnie jest zawodnikiem Widzewa – obecnie przebywa na wypożyczeniu i trudno oczekiwać, by ostatecznie nie został wykupiony przez aktualny klub.
Osman Bukari bardzo dobrze rozpoczął kolejną przygodę z Crveną zvezdą. Ghański skrzydłowy, który latem został wypożyczony z Widzewa Łódź, w trzech meczach zdobył dwa gole i zanotował jedną asystę.
Na taki bilans potrzebował zaledwie 117 minut. To mocny kontrast wobec tego, co prezentował po transferze do Łodzi.
Widzew sprowadził Bukariego zimą 2026 roku z Austin FC za 5,5 miliona euro. Była to najwyższa kwota zapłacona za piłkarza w historii Ekstraklasy. Zawodnik podpisał kontrakt obowiązujący do 2030 roku, ale od początku nie potrafił spełnić ogromnych oczekiwań.
Najpierw jego wejście do zespołu opóźniły kwestie formalne związane z pozwoleniem na pracę. Później także na boisku nie potrafił zaznaczyć swojej obecności. W ośmiu występach nie zdobył bramki i nie zanotował asysty. Jego rola sprowadzała się do bycia... twarzą zespołu w akcjach marketingowych klubu.
Po tym jak Widzew przejął trener Vuković, Bukari wypadł z planów sztabu. Latem Widzew zdecydował się więc na wypożyczenie go do Crvenej zvezdy, gdzie Ghańczyk wcześniej pokazywał najlepszą formę w karierze. Umowa zawiera opcję wykupu.
Pierwsze spotkania po powrocie do Serbii pokazują, że znajome otoczenie wyraźnie mu służy. Bukari szybko zaczął dostarczać liczby, których w Łodzi brakowało przez całą rundę.
Dla Widzewa to potencjalnie dobra wiadomość. Im lepiej skrzydłowy będzie prezentował się w Crvenej zvezdzie, tym większa szansa, że serbski klub zdecyduje się na transfer definitywny i Łodzianie odzyskają przynajmniej część rekordowej inwestycji. Oczywiście, jest też ta ciemniejsza strona medalu – pozostaje pytanie, dlaczego piłkarz w Widzewie spisywał się tak słabo, a na wypożyczeniu odbudował się z dnia na dzień.
(rp)

