Atmosfera w hiszpańskiej La Liga gęstnieje z każdą godziną po ostatniej kolejce ligowej. Lamine Yamal, wschodząca gwiazda Barcelony, postanowił publicznie odnieść się do narastającej frustracji w obozie odwiecznego rywala z Madrytu. Jego wypowiedź podczas wtorkowego spotkania z mediami nie pozostawia złudzeń co do nastrojów panujących w stolicy Katalonii.
Wszystko zaczęło się od bolesnej porażki Realu Madryt z Realem Betis, która była ich pierwszą przegraną w bieżącej kampanii. Przedstawiciele „Królewskich” nie kryli wściekłości po dwóch kontrowersyjnych decyzjach sędziowskich z końcówki meczu, które ich zdaniem uniemożliwiły walkę o remis. Lamine Yamal, zapytany o te skargi, odpowiedział z dużą pewnością siebie, sugerując, że problem leży zupełnie gdzie indziej niż w pracy arbitrów. „Jeśli Real Madryt nie wygrał La Liga od dwóch lat, to ich problem. Nie wiem. My jesteśmy bardzo zadowoleni z sędziowania i wszystkiego, co działo się do tej pory. To są pytania, które powinniście zadać im” – uciął krótko 19-letni zawodnik Barcelony.
Konflikt na linii Madryt-sędziowie nie jest nowym zjawiskiem, jednak w erze Hansiego Flicka przybrał na sile. W mediach pojawiły się doniesienia, że klub ze stolicy czuje się pokrzywdzony systemowo, co Yamal skwitował ironicznym stwierdzeniem, że w Barcelonie nikt na poziom sędziowania nie narzeka. Obecna dominacja „Dumy Katalonii” w tabeli tylko podsyca te emocje, czyniąc każdą decyzję rozjemców tematem ogólnokrajowej debaty.
