Real Madryt definitywnie wykluczył sprzedaż Trenta Alexandra-Arnolda, ucinając tym samym plotki o jego odejściu. Decyzja ta krzyżuje plany Manchesteru City, który liczył na pozyskanie Anglika.
Początki 27-letniego obrońcy na Santiago Bernabeu nie należą do najłatwiejszych. Zakłócony okres letni, udział w Klubowych Mistrzostwach Świata oraz powracające problemy zdrowotne sprawiły, że były gracz Liverpoolu nie odnalazł jeszcze optymalnej formy. Dodatkowym wyzwaniem okazała się adaptacja do nowej ligi po latach spędzonych w Premier League. Mimo że Alexander-Arnold zmagał się ostatnio z poważnym urazem ścięgna podkolanowego, w miniony weekend wrócił do gry w wygranym meczu przeciwko Valencii.
Władze Królewskich w pełni wspierają zawodnika i wierzą, że stanie się on kluczowym elementem zespołu. Choć w mediach pojawiały się doniesienia o możliwej sprzedaży, klub stanowczo je odrzucił. Sam piłkarz również nie brał pod uwagę zmiany barw podczas zimowego okna transferowego. Jego obecny kontrakt obowiązuje aż do 2031 roku, co daje obu stronom czas na wypracowanie odpowiedniej strategii i stabilizację formy defensora w hiszpańskich realiach.
Postawa Realu to cios dla Pepa Guardioli, który widział w Angliku idealne wzmocnienie prawej obrony Manchesteru City. Gdyby Alexander-Arnold trafił na listę transferową, Obywatele byliby pierwsi w kolejce do jego zakontraktowania. Wobec braku zgody na transfer, mistrzowie Anglii muszą skupić się na innych celach, wśród których wymienia się między innymi Tino Livramento. Real pozostaje jednak nieugięty i nie zamierza pozbywać się swojego gracza.
