Real Madryt wytypował Jose Mourinho jako swojego następnego trenera, ale operacja powrotu Portugalczyka została nagle wstrzymana. Florentino Perez porozumiał się już z obecnym szkoleniowcem Benfiki w sprawie dwuletniego kontraktu. Wszystko skomplikowało się przez ogłoszenie wyborów prezydenckich, w których rywalem Pereza będzie Enrique Riquelme.
Czas działa na niekorzyść Królewskich, ponieważ klauzula odejścia Mourinho z Benfiki wynosi obecnie 7 mln euro. Ten zapis wygasa jednak w najbliższy wtorek. Jeśli Real Madryt nie aktywuje go przed terminem, portugalski klub zażąda za swojego trenera aż 15 mln euro. Kwota ta odpowiada rocznemu wynagrodzeniu brutto szkoleniowca w Lizbonie i stanowi punkt wyjścia do dalszych negocjacji, które mogą okazać się niezwykle kosztowne dla budżetu z Madrytu.
Walka o fotel prezesa blokuje wielki powrót
Mimo zamieszania proceduralnego sam Jose Mourinho zachowuje spokój i czeka na rozwój wydarzeń. Portugalczyk bardzo chce wrócić do Realu Madryt po 13 latach od rozpoczęcia swojej pierwszej kadencji na Santiago Bernabeu. Choć opóźnienie sfinalizowania umowy jest faktem, trener wierzy, że szansa na ponowną pracę w stolicy Hiszpanii nie przepadnie. Najbliższe 24 godziny pokażą, czy Perez zdecyduje się na ruch przed wygaśnięciem promocyjnej ceny za trenera.
