Mimo ogromnej dysproporcji klas, Raków Częstochowa może mieć realne powody do niepokoju przed ćwierćfinałem STS Pucharu Polski, biorąc pod uwagę fatalne wspomnienia jego trenerów z wizyt w Świdniku.
Historia pucharowych zmagań w Świdniku staje się dla przyjezdnych trenerów synonimem sportowych niepowodzeń. Łukasz Tomczyk, który prowadzi ekipę gości czwartkowego starcia, dwukrotnie musiał w tym miejscu przełykać „gorzką pigułkę”, a jego ostatnia wizyta w grudniu zakończyła się nie tylko porażką, ale i czerwoną kartką.
Z kolei Dawid Szulczek, choć triumfował tu w ubiegłym sezonie z Ruchem Chorzów (3:1), doskonale wie, że Avia potrafi eliminować faworytów – o czym przekonali się „Niebiescy” pod wodzą Waldemara Fornalika, opuszczając Świdnik bez awansu.
Te personalne podteksty budują atmosferę niepewności wokół faworyta. Kapitan Avii, Wojciech Kalinowski, przyznaje, że ranga meczu wywołuje u zawodników ogromne emocje, które przenoszą się nawet do sfery snów:
„Śnił mi się ten mecz z Rakowem. Nie raz, nie dwa. Już kilka razy wstawałem rano i próbowałem sobie przypomnieć wynik. Niestety nie znam go, a może to i dobrze, bo czas przejść ze snu na jawę i rozegrać tę batalię. Nie mam problemu z tym, żeby śnić dalej, aż do Narodowego”.
Avia Świdnik nie zamierza być jedynie tłem dla utytułowanego rywala, co potwierdzają głośne ruchy transferowe przeprowadzone w przerwie zimowej. Do zespołu, który wznowił treningi 7 stycznia, dołączyli piłkarze z przeszłością w Ekstraklasie: David Niepsuj oraz Kacper Jodłowski. Skład uzupełnili także Yaroslav Terkhov, Dawid Łącki oraz utalentowani młodzieżowcy, Bartosz Falbierski i Michał Wróblewski, mający za sobą awans do II ligi.
Trener Wojciech Szacoń z optymizmem patrzy na wzrost rywalizacji w drużynie:
„Kacper Jodłowski będzie wywierał dużą presję na będącego jesienią w dobrej formie Szymona Kamińskiego. David Niepsuj zwiększy rywalizację na prawym wahadle, chociażby z Wojtkiem Kalinowskim”.
Szkoleniowiec podkreśla, że przygotowania do „meczu stulecia” odbywały się z chłodną głową, choć nikt nie zamierza lekceważyć historycznej szansy.
„Te emocje będziemy chcieli przekuć w ogromne produktywne zaangażowanie. W najmniejsze wręcz, wydawać by się mogło najmniej istotne rzeczy na boisku. To pomoże nam, chociaż w minimalny sposób zwiększyć nasze szanse” – zapowiada Szacoń.
