Nadchodząca zmiana w strukturach właścicielskich Los Angeles Lakers przynosi konkretne plany dotyczące polityki biletowej klubu. Grupa kierowana przez Joshuę Kushnera oraz Boba Igera nie zamierza wprowadzać gwałtownych podwyżek dla kibiców, lecz skupi się na odzyskaniu kontroli nad rynkiem wtórnym. Jak informuje Dan Woike z The Athletic, nowi szefowie chcą wyeliminować zewnętrznych pośredników, którzy obecnie czerpią ogromne zyski z odsprzedaży wejściówek na mecze.
Strategia zakłada przejęcie puli biletów trzymanych przez brokerów, co pozwoliłoby klubowi bezpośrednio inkasować marżę, która dotychczas trafiała do osób trzecich. W prezentacji dla inwestorów pojawiła się kwota 361 dolarów jako potencjalna średnia cena biletu, co stanowiłoby znaczący skok z obecnego poziomu 217 dolarów. Źródło zbliżone do transakcji wyjaśniło jednak na łamach Los Angeles Times, że wyliczenia te służyły jedynie zobrazowaniu potencjalnych przychodów z odzyskanego inwentarza, a nie zapowiedzią natychmiastowego uderzenia w portfele fanów. Warto przypomnieć, że Mark Walter zgodził się sprzedać udziały przy wycenie klubu na poziomie 12,5 miliarda dolarów, a cała transakcja czeka obecnie na oficjalną ratyfikację przez Radę Gubernatorów NBA.
Kwestia kosztów wejścia na mecze Lakers budzi emocje już od kilku miesięcy, niezależnie od planów nowych właścicieli. Według zagranicznych doniesień, jeszcze w lutym klub ogłosił znaczące podwyżki na sezon 2026-2027, a niektóre faktury za karnety wykazały wzrost cen o 14 procent oraz dodatkową opłatę administracyjną w wysokości 3 procent. Obecnie fani szukający wejściówek na platformach takich jak StubHub muszą liczyć się z ogromną rozpiętością cenową, zależną od atrakcyjności rywala i lokalizacji miejsca w hali. Nowa grupa właścicielska wstrzymuje się z ogłaszaniem dalszych zmian cenowych na kolejne lata, skupiając się na analizie długoterminowej strategii biznesowej organizacji.
