Zwycięstwo nad Pogonią Szczecin 2:0 przyniosło Legii Warszawa coś więcej niż trzy punkty – po dwunastu kolejkach bez wyjazdowego triumfu i przy bezpośredniej walce o ligowy byt, Marek Papszun już odlicza pozostałe siedem „finałów".
Legioniści poniedziałkowym zwycięstwem zakończyli serię 12 spotkań bez wygrania ani jednego spotkania na wyjeździe w lidze. Ostatni taki triumf poza Warszawą miał miejsce jeszcze w pierwszej kolejce obecnego sezonu.
Oba gole zdobył Milet Rajović, co czyni go jednoosobowym autorem przełamania. Paradoksalnie, bo jeszcze niedawno ten sam zawodnik był symbolem kryzysu całej drużyny.
Kontekst rywalizacji dodatkowo podnosi wartość wyniku: Pogoń przed meczem utrzymywała status drużyny czerpiącej siłę przede wszystkim z własnego boiska. Papszun przyznał to wprost:
„Wygrywamy z drużyną, można powiedzieć, »własnego boiska«, bo Pogoń u siebie zdobywa większość punktów – tym bardziej cenna jest ta wygrana".
Trener Legii nie szczędził pochwał całej kadrze, zwracając uwagę na kolektywny charakter sukcesu.
„Gratulacje dla całej szatni: piłkarzy, którzy grali, ale też tych, którzy byli w rezerwie czy poza kadrą, sztabu szkoleniowego i wszystkich, którzy działają dzień po dniu" – powiedział Papszun w słowie wstępnym po spotkaniu.
Radość po końcowym gwizdku miała jednak wyraźnie ograniczony termin ważności. Papszun już w pierwszych słowach konferencji prasowej osadził wynik w szerszej perspektywie:
„Poprawnie będzie powiedzieć, że to pierwszy z ośmiu finałów, które są przed nami".
Do końca sezonu PKO BP Ekstraklasy Legii pozostało dokładnie siedem spotkań – i takim właśnie językiem szkoleniowiec zamierza je opisywać.
Trener Legii ocenił zarazem, że spotkanie w Szczecinie było meczem na tyle wyrównanym i kompletnym, że wyróżnia się na tle dotychczasowej rundy.
„Zagraliśmy najlepszy mecz w tej rundzie. Taki mecz kompleksowy, taki mecz równy. Nie zdarzały nam się takie duże indywidualne błędy, więc to jest bardzo pocieszające" – stwierdził, zaznaczając, że mówi to bez dogłębnej jeszcze analizy.
Chwila satysfakcji była jednak krótka.
„Pocieszyliśmy się na tę chwilę i musimy myśleć już o kolejnym spotkaniu" – podsumował Papszun, wskazując sobotnie starcie z Górnikiem Zabrze jako najbliższy punkt na tej wymagającej mapie.
