Letnie okienko transferowe zamieniło się dla Realu Madryt w prawdziwą sportową giełdę: 128 milionów euro już poszło w eter, kolejne 50 czeka na „deal” z Carrerasem, a Florentino Pérez (czyli El Jefe) nie zamierza się zatrzymać. Sezon bez trofeów zabolał, zwłaszcza kibiców i… klubową kasę. Czy szaleństwo transferowe to ratunek czy akt desperacji? Wskazówek szukamy w faktach, liczbach, a czasem – między wierszami!
W skrócie:
- Real Madryt wydał już 128 mln euro na transfery, a operacja sprowadzenia Carrerasa podniesie rachunek do 178 mln euro – i to nie koniec zakupów.
- Klub potrzebuje wzmocnień zwłaszcza w środku pola i obronie, bo pięć środkowych obrońców nie uspokaja obaw Xabiego Alonso.
- Przychody z Mundialu Klubów (74,6 mln euro) pozwalają klubowi przebudować kadrę bez zbytniego ryzyka finansowego.
Czy 178 milionów wystarczy na naprawę Królewskich?
Ostatni rok upłynął w Madrycie pod znakiem... pustych gablot. Brak trofeów – jak to w klubie tego kalibru – boli nie tylko dumę, ale i prowadzi do nerwowych ruchów na rynku transferowym. Za nami już transfery za 128 mln euro, lecz prawdziwy hit to dopiero podpis pod kontraktem Carrerasa, który dorzuci kolejne 50 milionów do rekordowego rachunku transferowego ostatnich sześciu sezonów.
Szastanie gotówką? Spójrzmy chłodno:
| Zawodnik | Koszt (mln €) | Warunki płatności |
|---|---|---|
| Mastantuono | 63 | płatność w trzech ratach |
| Huijsen | 58 | płatność w trzech ratach |
| Trent (Liverpool, wypożyczenie na MŚ) | 7 | opłata jednorazowa |
| Carreras | ok. 50 | negocjacje trwają |
Suma? 178 milionów euro i ta liczba może rosnąć. Czy to odwaga czy hazard?
Toporny środek pola, dziurawa defensywa
Porażka z PSG w Europie obnażyła, że królewski środek musi być solidniejszy, a poziom pięciu środkowych obrońców – choć liczbowo niezły – nie pozwala spać spokojnie. Xabi Alonso, jeszcze dobrze nie rozgościwszy się w biurze trenerskim, ma już głowę pełną pytań o kolejne wzmocnienia.
Co istotne, na razie brak galaktycznych nazwisk. To nie są zakupy rodem z epoki Ronaldo, Bale’a czy nawet Hazard’a. Florentino wyciąga czek, ale nie na megagwiazdy. To transfery „z drugiej półki”, za spore pieniądze.
Wakacyjny szał zakupowy czy przemyślana rewolucja?
Trzeba przyznać, że skala tegorocznej ofensywy transferowej zaskakuje. Dość powiedzieć, że w pięciu wcześniejszych sezonach (2020-2024) Madryt wydał łącznie 303,5 mln euro (za Transfermarkt). W tym czasie większe transferowe żniwa miały miejsca w... 38 klubach na świecie! Dopiero katastrofa sezonu 2018-19 (i blamaż po odejściu Cristiano Ronaldo oraz Zidane’a) sprawił, że portfel otworzył się szerzej. Teraz? Przychody z Mundialu Klubów – ponad 74 mln euro za zaledwie 6 meczów, a to prawie sześć razy więcej niż z przedsezonowej trasy w USA. Ten „bonus”, póki co, pozwala myśleć śmielej o naprawianiu dziur w kadrze.
Naprawdę ogromne pieniądze już wydane – a pytań wciąż więcej niż odpowiedzi. Dopóki nie pojawi się ktoś z efektem „wow”, w Madrycie będą bić na alarm: czy nawet rekordowy budżet przełoży się na trofea?
