Kierowcy Formuły 1 od pierwszych testów ostrzegali, że to tylko kwestia czasu. Podczas Grand Prix Japonii doszło do przerażającego wypadku Olivera Bearmana, który uderzył w barierę z przeciążeniem rzędu 50G. Brytyjczyk wyszedł z tego niemal bez szwanku, kończąc jedynie z otartym kolanem, ale skala zniszczeń bolidu Haas wywołała natychmiastową reakcję FIA.
Przyczyną dramatu okazała się gigantyczna różnica prędkości między Bearmanem a Franco Colapinto z Alpine. Nowe przepisy dotyczące odzyskiwania energii sprawiły, że bolid Argentyńczyka przed zakrętem Spoon zwolnił drastycznie, tracąc wsparcie silnika elektrycznego. W tym samym momencie Bearman aktywował dodatkowy boost o mocy 350 kW, co według danych FIA wygenerowało różnicę prędkości sięgającą aż 50 km/h.
Ryzykowne zasady i walka o energię
Szef zespołu Haas, Ayao Komatsu, broni swojego kierowcy, twierdząc, że atak był uzasadniony, a błąd leży w systemie. Colapinto przyznał, że czuł się jak łatwy cel, a różnica tempa przypominała starcie bolidu F1 z maszyną F2. Argentyńczyk próbował bronić linii, nie mając świadomości, jak szybko zbliża się rywal. Bearman ratując się przed kolizją, wypadł na trawę i stracił panowanie nad autem.
Incydent stał się punktem zapalnym w dyskusji o bezpieczeństwie nowych regulacji. FIA potwierdziła, że w połowie kwietnia odbędzie się specjalne spotkanie z zespołami, aby omówić zmiany w przepisach. Federacja chce zapobiec sytuacjom, w których różnice w zarządzaniu energią prowadzą do tak ekstremalnych i nieprzewidywalnych różnic prędkości na szybkich odcinkach toru.
