Alex de Minaur wywalczył awans do drugiej rundy Washington Open, pokonując Stefanosa Tsitsipasa w dwóch setach. Australijczyk przystępował do tego starcia z fatalnym bilansem, mając na koncie aż 12 porażek w 13 meczach przeciwko Grekowi. Jak donoszą media, to zwycięstwo otwiera mu drogę do wyjątkowego, pokoleniowego starcia z rodakiem, Cruzem Hewittem.
Obecność tak klasowego rywala jak Tsitsipas już w pierwszej rundzie to efekt rewolucyjnej zmiany w formacie turnieju. Organizatorzy zdecydowali się na drastyczne zmniejszenie drabinki z 48 do zaledwie 32 zawodników. Taka decyzja sprawiła, że kibice od pierwszego dnia oglądają mecze, które normalnie odbywałyby się w decydujących fazach. De Minaur, mimo że sam padł ofiarą trudnego losowania, podszedł do nowej rzeczywistości z dużym zrozumieniem dla widowiska.
Brutalne starcia od samego początku
„Dla turnieju, widzów i kibiców to oczywiście lepsze rozwiązanie. Drabinki są teraz przeładowane gwiazdami, przez co już w pierwszej rundzie dochodzi do brutalnych starć. Myślę, że to dobra rzecz, która pomaga wszystkim zaangażowanym” – przyznał de Minaur. Tenisista zaznaczył, że nowy system wymusił na nim pełną koncentrację od pierwszego gema, co pozwoliło mu przetrwać niezwykle trudny pojedynek i zbudować pewność siebie przed kolejnymi wyzwaniami w stolicy USA.
Stawka dla Australijczyka jest w tym roku wyjątkowo wysoka, ponieważ broni on tytułu wywalczonego przed rokiem. Aby utrzymać miejsce w czołowej piątce rankingu ATP, de Minaur musi ponownie triumfować w Waszyngtonie. Na jego drodze mogą stanąć tacy gracze jak Jakub Mensik w ćwierćfinale czy Taylor Fritz w półfinale. Eksperci wskazują, że najbardziej prawdopodobnym rywalem w finale będzie Ben Shelton, co oznaczałoby znacznie trudniejszą przeprawę niż podczas zeszłorocznego marszu po trofeum.
