Maja Chwalińska wyrasta na jedną z największych rewelacji tegorocznego French Open, docierając aż do finału turnieju. Jak donoszą media, mimo życiowego sukcesu, Polka może mieć poważny problem z występem w nadchodzącym Wimbledonie.
Polska tenisistka, zajmująca przed turniejem 114. miejsce w rankingu WTA, po zwycięstwie nad Dianą Shnaider awansowała na 21. lokatę w zestawieniu „live”. W normalnych okolicznościach dawałoby to rozstawienie w Londynie, jednak lista zgłoszeń do Wimbledonu została zamknięta sześć tygodni przed startem. Oznacza to, że Chwalińska musi liczyć na dziką kartę, o którą będzie niezwykle trudno w obliczu powrotu wielkich gwiazd światowego tenisa.
Siostry Williams i brytyjskie interesy
Andy Roddick w podcaście Served wyjaśnił, że Serena Williams planuje powrót do gry w deblu podczas turnieju w Queen’s Club, co czyni ją główną kandydatką do dzikiej karty na Wimbledonie. O specjalne zaproszenie może ubiegać się także Venus Williams, pięciokrotna triumfatorka londyńskiej imprezy. Roddick zaznacza, że przy tak wielkich nazwiskach pula wolnych miejsc drastycznie się kurczy, a organizatorzy priorytetowo traktują również własnych zawodników, takich jak Jack Draper.
Sytuację Polki komplikuje system wymiany dzikich kart między federacjami. Brytyjczycy mogą oddać przepustkę Amerykanom w zamian za gwarancję startu dla swojego gracza w US Open. Roddick przypomina przypadek Lois Boisson, która rok temu mimo półfinału w Paryżu nie otrzymała zaproszenia do Londynu. Jedynym pewnym sposobem na ucięcie spekulacji jest dla Chwalińskiej zwycięstwo w sobotnim finale French Open przeciwko Mirrze Andreevej.
