Bezbramkowy remis z Arką Gdynia — rywalem w walce o utrzymanie — zostawił kibiców Widzewa z poczuciem niedosytu, tymczasem z szatni łódzkiego klubu płyną sygnały, że punkt zdobyty w Gdyni wcale nie musi być powodem do wstydu.
Sytuacja Widzewa pozostaje poważna. Łodzianie zajmują obecnie przedostatnią lokatę w Ekstraklasie z dorobkiem 28 punktów — jedynie Termalica Bruk-Bet Nieciecza (22 pkt) plasuje się niżej. Remis z Arką Gdynia, która również toczy walkę o utrzymanie, nie poprawił w istotny sposób położenia drużyny zbudowanej za wielomilionowe nakłady finansowe, a oczekiwania względem niej pozostają zdecydowanie wyższe niż obecne realia ligowe.
Kontekst rozczarowania kibiców jest tym głębszy, że bezpośrednio przed wyjazdem do Gdyni Widzew pokonał u siebie Lech Poznań. To zwycięstwo – idące w parze z nowym sztabem szkoleniowym – rozbudziło nadzieje na przełom i wyjście ze strefy spadkowej — tymczasem zderzenie z Arką sprowadziło Łodzian z powrotem na ziemię.
Przemysław Wiśniewski starał się po meczu wskazać na elementy, które w jego ocenie zasługują na pozytywną ocenę. Zwrócił uwagę na skuteczność defensywną swojego zespołu w obliczu zagrożeń stwarzanych przez gospodarzy:
„Arka jest u siebie bardzo mocna, więc z mojej perspektywy, patrząc na to, ile wykreowała sytuacji, wszystkie udało się nam wybronić. To jest duży plus" — podkreślał.
Wiśniewski przyznał jednocześnie bez ogródek, że spotkanie nie należało do efektownych:
„To nie było widowisko, jednak drużyna zostawiła na boisku całe serce. Tego nie można nam odmówić".
Zaznaczył też, że trudności z kreowaniem akcji ofensywnych wymagają dalszej pracy:
„Cały czas musimy patrzeć do przodu, udowadniać naszą postawę w treningach i pracować nad ofensywą".
Sam fakt remisu w Gdyni tłumaczył zaś specyfiką tej areny.
„Skupmy się na tym, że zespoły nie potrafią wygrywać na tej murawie" — zasygnalizował Wiśniewski.
Kibice z Łodzi pozostają jednak sceptyczni. Argumentacja szukająca plusów w remisie z bezpośrednim rywalem do utrzymania niekoniecznie trafia do przekonania tym, którzy po meczu z Lechem poczuli smak prawdziwej nadziei na coś więcej niż bój o wyjście z czerwonej strefy.
