Dyrektor sportowy Arki Gdynia, Veljko Nikitović, ujawnił na antenie Kanału Sportowego, że transfer Claude’a Gonçalvesa upadł z powodu wygórowanych żądań finansowych piłkarza, który przedłożył wysokie zarobki w Legii nad regularne występy na boisku.
Mimo zaawansowanych rozmów i pełnego porozumienia między Arką Gdynia a Legią Warszawa, przeprowadzka Claude’a Gonçalvesa do Trójmiasta nie doszedł do skutku. Kością niezgody okazały się wymagania płacowe Portugalczyka w kontekście kolejnego sezonu.
Choć kluby uzgodniły proporcjonalny podział wynagrodzenia w ramach wypożyczenia do 30 maja, zawodnik postawił twardy warunek dotyczący przyszłości. Żądał on gwarancji zachowania pensji na poziomie kontraktu z Legią (obowiązującego do czerwca 2027 roku) w przypadku ewentualnego wykupu po utrzymaniu Arki w Ekstraklasie.
Veljko Nikitović jasno wskazał na budżetowe ograniczenia Gdynian, które uniemożliwiły akceptację tych warunków.
„Dla Arki Gdynia są to kwoty abstrakcyjne. Nie byliśmy w stanie zaproponować mu nawet 40 czy 50% tego, co obecnie zarabia w Warszawie” – przyznał dyrektor sportowy, podkreślając, że klub musi „stąpać twardo po ziemi” i nie może pozwolić sobie na kontrakt rujnujący finanse w przyszłym roku.
Proces negocjacyjny z Claude’em Gonçalvesem trwał dwa tygodnie i angażował zarówno trenera Dawida Szwargę, jak i agenta piłkarza. Choć zawodnik początkowo wykazywał duży entuzjazm wobec wizji pracy w Gdyni, ostateczna postawa jego obozu spotkała się z surową oceną władz Arki. Nikitović zasugerował, że Portugalczyk wraz ze swoim przedstawicielem „niepotrzebnie namieszali” w trakcie rozmów, co doprowadziło do impasu.
Dyrektor sportowy Arki nie gryzł się w język, oceniając priorytety zawodnika, który w obecnej sytuacji pozostaje poza głównym składem stołecznej drużyny.
„Claude wybrał wygodę – woli siedzieć na trybunach lub na ławce rezerwowych w Legii, zachowując bardzo wysokie zarobki, zamiast regularnie grać. Wybrał pieniądze kosztem rozwoju sportowego” – podsumował Nikitović.
