Marek Papszun w stanowczych słowach podsumował dotychczasową postawę Kacpra Urbańskiego, wskazując na brak konkretnych efektów jego gry na tle rosnącej konkurencji w zespole. Szkoleniowiec Legii wyraźnie zaznaczył, że przeszłość w Serie A nie gwarantuje miejsca w podstawowym składzie, co stawia pod znakiem zapytania przyszłość gracza kreowanego na nową gwiazdę ligi.
Kacper Urbański trafiał do Legii z etykietą piłkarza, który ma zdefiniować na nowo jakość ofensywy Warszawiaków. Jego przeszłość w Bolonii oraz doświadczenie zebrane na boiskach Serie A budowały wokół niego narrację o „produkcie premium”, gotowym do natychmiastowego przejęcia roli lidera środka pola.
Rzeczywistość boiskowa zweryfikowała jednak te oczekiwania – zawodnik, który miał być kreatorem robiącym różnicę w każdym spotkaniu, coraz częściej określany jest mianem jednego z największych rozczarowań ostatnich sezonów. Choć otrzymywał on liczne szanse na zaprezentowanie swoich umiejętności, jego statystyki w kluczowych fazach akcji pozostają blade, a on sam często znika w cieniu kolegów z drużyny.
Sytuację wewnątrz zespołu oraz rywalizację o miejsce w formacji ofensywnej jednoznacznie ocenił trener Marek Papszun. Szkoleniowiec podkreślił, że o obsadzie pozycji decyduje wyłącznie aktualna dyspozycja i wymierny wpływ na grę, a w tych kwestiach Urbański wydaje się nie spełniać oczekiwań sztabu.
„Rywalizacja w zespole jest duża. Kacper Urbański dostał trochę szans, ale niewiele z nich wynikało, dlatego teraz więcej gra Vahan [Biczachczjan]” – wyjaśnił otwarcie Papszun, wskazując jednocześnie na atuty Ormianina, który potrafi kreować sytuacje i dochodzić do pozycji strzeleckich, choć trener oczekuje od niego jeszcze większej efektywności.
W hierarchii szkoleniowca wysoko stoją również notowania Adamskiego, o którym opiekun Warszawiaków wypowiada się z uznaniem:
„Adamski wszedł 'z buta' jako taki drugi napastnik i to przynosi efekty”.
Podsumowując sytuację kadrową, trener wysłał jasny sygnał do całego zespołu:
„Nikt nie ma u mnie 'abonamentu' na granie”.
