Niepokój wokół formy fizycznej Novaka Djokovica narasta z każdą godziną spędzoną na obiektach Flushing Meadows. Choć do startu głównej drabinki US Open pozostało jeszcze kilka dni, ostatnie wydarzenia z udziałem serbskiego mistrza budzą poważne wątpliwości co do jego gotowości do walki o kolejny wielkoszlemowy tytuł.
Wtorkowy harmonogram Serba okazał się niezwykle wymagający i obnażył jego aktualne słabości. Po porażce w mikście, gdzie występował w parze z Aryną Sabalenką przeciwko duetowi Henri Patten i Katerina Siniakova, Djokovic wyszedł na kort, by rozegrać mecz sparingowy z Zizou Bergsem. Spotkanie to zakończyło się jednak przedwcześnie. Przy stanie 0:3 Serb zdecydował się przerwać grę po zaledwie 40 minutach. Choć na korcie nie było widać wyraźnych oznak kontuzji mechanicznej, 39-latek sprawiał wrażenie skrajnie wyczerpanego. Problemy te nie są nowością, o czym sam zawodnik wspomniał po niedawnej porażce w Cincinnati z Thiago Agustinem Tirante, gdzie zmagał się z nudnościami i wymagał opieki medycznej. „To po prostu stan zdrowotny, który dokucza mi od kilku lat. Wiele problemów pojawia się zwłaszcza wtedy, gdy jest wilgotno i gorąco” – wyjaśnił Djokovic, cytowany przez zagraniczne doniesienia. Przyznał również, że stres i nerwy tylko potęgują te dolegliwości, co miało miejsce podczas jego ostatniego występu.
Sytuacja jest o tyle trudna, że Djokovic w 2025 roku musiał już mierzyć się z poważnymi barierami fizycznymi. Teraz historia zdaje się powtarzać w najmniej odpowiednim momencie, tuż przed nowojorskim szlemem, gdzie Serb jest rozstawiony z numerem czwartym. Taka pozycja w turniejowej drabince oznacza, że na najgroźniejszych rywali, takich jak broniący tytułu Carlos Alcaraz czy Alexander Zverev, może trafić dopiero w fazie półfinałowej lub w wielkim finale.
Kolejnym sprawdzianem dla organizmu Serba ma być zaplanowany na środę trening z Alexandrem Zverevem.
