Pierre Gasly oficjalnie odzyskał trzecie miejsce w Grand Prix Monako 2026, choć od zakończenia wyścigu minęło już pięć dni. Sędziowie FIA, po rozpatrzeniu wniosku zespołu Alpine, zdecydowali o anulowaniu dwóch kar za przekroczenie prędkości w alei serwisowej. Decyzja ta wywołała prawdziwe trzęsienie ziemi w padoku Formuły 1, spychając Isacka Hadjara z podium i zmieniając układ sił w klasyfikacji konstruktorów.
Dla Gasly'ego ostatnia niedziela była najtrudniejszym dniem w karierze, pełnym poczucia niesprawiedliwości. Mimo że sprawiedliwość triumfowała w Barcelonie, kierowca Alpine czuje ogromny niedosyt z powodu braku możliwości świętowania sukcesu w Monte Carlo. Francuz podkreśla, że nikt nie zwróci mu chwil spędzonych na podium z księciem, które są esencją sportowej rywalizacji i budują legendę zawodnika w najbardziej prestiżowym wyścigu sezonu.
„To nie odda mi tego, co straciłem. Zaakceptowałem to już. Bardzo chciałbym zobaczyć, jak to jest stać tam na podium z księciem, świętować z chłopakami. Takie momenty czynią karierę wyjątkową. To się nie wydarzyło i już się nie wydarzy” – przyznał Pierre Gasly. Kierowca dodał jednak, że jest dumny z postawy zespołu i transparentności FIA, uznając werdykt za milowy krok dla dyscypliny.
Bunt w padoku i groźba kolejnych protestów
Sukces Alpine nie oznacza końca kontrowersji, ponieważ rywale nie zamierzają odpuścić cennych punktów. Red Bull oraz McLaren już zapowiedziały zamiar złożenia apelacji od decyzji sędziów, mając na to 96 godzin. Sytuację bacznie monitoruje również Mercedes. Toto Wolff przyznał, że konsultował się już z prawnikami zespołu w sprawie precedensu, jaki stworzyło uniewinnienie Gasly'ego, co zapowiada dalszą batalię przy zielonym stoliku.
