Spotkanie pomiędzy Śląskiem Wrocław a Wisłą Kraków, które de facto się nie odbyło, przyciągnęło przed ekrany ogromną rzeszę kibiców, co dla Białej Gwiazdy stanowi pewien rodzaj... sukcesu.
Choć w środowisku sportowym nie brakowało opinii, że TVP w ogóle „meczu” Śląska z Wisłą nie powinna pokazywać ze względu na zaistniałe okoliczności, władze publicznego nadawcy podjęły decyzję o przeprowadzeniu transmisji, licząc na wysoką oglądalność.
Intuicja redakcyjna okazała się trafna, gdyż studio meczowe śledziło średnio 68 tysięcy widzów. W kulminacyjnym momencie, tuż po godzinie 18:00, przed odbiornikami zasiadło aż 108 tysięcy osób. Do tych statystyk należy doliczyć imponujące zasięgi w kanałach cyfrowych: 30 tysięcy użytkowników w serwisie YouTube oraz 20 tysięcy na oficjalnej stronie internetowej stacji.
Jak na wydarzenie, o którym z góry wiadomo było, że nie dojdzie do skutku, liczby te świadczą o ogromnym potencjale przyciągania uwagi, jakim dysponuje Wisła.
Dla krakowskiego klubu i jego prezesa, Jarosława Królewskiego, tak wysoka frekwencja przed odbiornikami to realizacja zamierzonego planu. Sternikowi Wisły zależało na tym, aby o odwołanym meczu mówiło się jak najwięcej, co stworzyło idealną okazję do szerokiego zaprezentowania argumentów krakowskiej strony.
Dzięki medialnemu szumowi postronni obserwatorzy, w tym Wrocławianie, zyskali możliwość, by przyjrzeć się bliżej całej sytuacji związanej z kibicami i wyrobić swoje zdanie. W ten sposób brak sportowej rywalizacji stał się dla Wiślaków skuteczną platformą komunikacyjną, pozwalającą dotrzeć z ich perspektywą do masowego odbiorcy.
