Arthur Fery notuje najlepszy czas w swojej zawodowej karierze. Brytyjczyk awansował do trzeciej rundy Wimbledonu po zwycięstwie nad Otto Virtanenem 5-7, 7-6(3), 6-3, 6-3. Ten sukces sprawił, że 23-letni tenisista znalazł się na progu wejścia do elitarnego grona stu najlepszych zawodników świata, co jeszcze niedawno wydawało się odległą perspektywą dla gracza, który kończył 2024 rok na 483. miejscu w rankingu ATP.
„To wspaniałe zrobić to dla Wielkiej Brytanii. Egoistycznie robię to najpierw dla siebie, ale zawsze wspieram innych zawodników i życzę im sukcesów. Jestem bardzo szczęśliwy z tego, jak udało mi się utrzymać emocje na wodzy i grać dalej” – przyznał Fery po wygranej. Zawodnik podkreślił, że awans do trzeciej rundy domowego turnieju wielkoszlemowego jest dla niego momentem szczególnym, zwłaszcza że jako dziecko przychodził na te korty po szkole, by podziwiać swoich idoli.
Droga przez amerykańskie uczelnie do światowej elity
Fery wybrał nietypową ścieżkę rozwoju, decydując się na grę w systemie uniwersyteckim w USA na uczelni Stanford. Decyzja ta pozwoliła mu dojrzeć i przygotować plan awaryjny na wypadek niepowodzenia w sporcie. Obecnie w rankingu „na żywo” zajmuje 106. pozycję. Jeśli w kolejnym meczu na All England Club pokona Belga Zizou Bergsa, oficjalnie zadebiutuje w czołowej setce zestawienia ATP, realizując cel, o którym marzył od lat.
Wspominając swoje inspiracje, tenisista wskazał na Rogera Federera jako wzór elegancji oraz Andy'ego Murraya, który wywarł ogromny wpływ na całe pokolenie brytyjskich graczy. Fery przyznał, że wspólne treningi z Murrayem w National Tennis Centre są dla niego surrealistycznym doświadczeniem. Teraz sam staje przed szansą na zapisanie własnej karty w historii turnieju, kontynuując świetną passę po niedawnym półfinale zawodów ATP 500 w Queen’s Club.
