Widzew Łódź znalazł się nad przepaścią, a właściciel klubu Robert Dobrzycki zaczyna przygotowywać grunt pod potencjalne zmiany na ławce trenerskiej. Ustaliliśmy nieoficjalnie, czy medialne doniesienia o zatrudnieniu Czesława Michniewicza mają pokrycie w rzeczywistości.
Sytuacja Igora Jovicevicia w Łodzi wydaje się krytyczna, a narracja o „policzonych dniach” Chorwata przybiera na sile.
Choć zimą na wzmocnienia wydano ogromne pieniądze, Widzew utknął w strefie spadkowej, nie prezentując stylu, który dawałby nadzieję na przełom. Kibice punktują brak postępów, zauważając, że w obecnym sezonie jedynie mecz z Wisłą Płock był w jakimś stopniu pozytywny w wykonaniu drużyny.
Wtorkowe starcie w Pucharze Polski przeciwko GKS-owi Katowice urasta do rangi „ostatniej deski ratunku” dla obecnego szkoleniowca Widzewa. Dla klubu z Łodzi te rozgrywki to obecnie jedyna droga, by marzyć jeszcze o europejskich pucharach, choć obecna dyspozycja zawodników sprawia, że szanse na końcowy sukces wydają się iluzoryczne.
W kuluarach trwa poszukiwanie następcy Jovicevicia. Choć w przestrzeni medialnej głośno wybrzmiało nazwisko Czesława Michniewicza, z naszych ustaleń wynika, że szansa na jego angaż jest „niemalże zerowa”. Był on rozważany jako opcja awaryjna do końca sezonu, a ewentualne dalsze rozmowy uzależniano od utrzymania zespołu w lidze.
Obecnie jednak nic nie wskazuje na to, by Michniewicz był traktowany jako kandydat z grona tych najpoważniejszych.
W gabinetach przy Piłsudskiego coraz głośniej mówi się o innym nazwisku. Jeśli klub postawi na trenera z Polski, faworytem jest Adrian Siemieniec z Jagiellonii Białystok. Skala determinacji właściciela jest ogromna – nieoficjalnie mówi się, że Siemieniec mógłby liczyć na rekordowy kontrakt trenerski w Ekstraklasie.
Dla klubu z Łodzi problemem jest również fakt, że jeżeli Jovicević rzeczywiście będzie odchodził, będzie musiała mu zostać wypłacona z kasy klubu ogromna suma pieniędzy, wynosząca 3,8 miliona złotych.
