W sobotni wieczór ponownie zrobiło się głośno wokół Wisły Kraków, choć tym razem wydarzenia rozgrywały się daleko od Reymonta. Wszystko zaczęło się od jednego gola i nietypowej celebracji, która szybko doczekała się dalszego ciągu. Jarosław Królewski jeszcze tego samego wieczoru postanowił odpowiedzieć.
W centrum całej sytuacji znalazł się nie kto inny jak Jordi Sanchez. Hiszpan kilka dni po odejściu z Wisły zadebiutował w Pogoni Szczecin i od razu wpisał się na listę strzelców. W doliczonym czasie ustalił wynik spotkania z Wieczystą Kraków na 2:0.
Znacznie więcej dyskusji wywołało jednak to, co zrobił chwilę później. Sanchez najpierw wykonał gest „gadania”, następnie naśladował pisanie na telefonie lub klawiaturze, a na końcu ułożył dłonie w charakterystyczne okulary.
W kontekście burzliwych okoliczności jego transferu szybko zaczęto łączyć tę celebrację z właścicielem Wisły. Sanchez został o nią zapytany po meczu i nie zdecydował się zdradzić nazwiska adresata.
– Moja cieszynka po golu? Myślę, że gość, do którego była skierowana, wie, że to do niego – powiedział z uśmiechem w rozmowie z PogonSportNet.pl.
Nie był to pierwszy sygnał świadczący o napięciu między stronami. Jeszcze przed debiutem Sanchez mówił, że Królewski mógłby bardziej pomóc mu w mediach społecznościowych, zamiast go krytykować. Jednocześnie zaznaczał, że pozostaje wdzięczny Wiśle oraz jej kibicom.
Sam transfer od początku wzbudzał sporo emocji. Pogoń aktywowała klauzulę odstępnego w kontrakcie Hiszpana, a Królewski miał zastrzeżenia dotyczące wcześniejszych kontaktów szczecińskiego klubu z otoczeniem piłkarza. Sprawa doprowadziła również do publicznej wymiany zdań pomiędzy nim a właścicielem Pogoni Alexem Haditaghim.
Po cieszynce Sancheza Królewski zabrał głos na portalu X. Z jego wpisu wynika, że nie rozumie postawy byłego zawodnika.
– Niezależnie, życzę szczerze wszystkiego co najlepsze na nowej drodze życia. Kompletnie tego nie rozumiem – bo ani razu nie skrytykowałem decyzji o odejściu zawodnika – wręcz przeciwnie walczyłem nawet tu, aby była ona zrozumiana, ale jak widać nie wszystko muszę rozumieć i być może lepiej dla mnie – napisał.
W dalszej części przypomniał o tym, jak Wisła traktowała Hiszpana podczas jego pobytu w Krakowie.
– Wspieraliśmy w każdej chwili jako klub, czy w gorszych momentach, czy po kontuzji – ostatecznie trudno cokolwiek sensownego napisać – dodał Królewski.

