Jannik Sinner wyrastał na głównego faworyta do triumfu w tegorocznym French Open, ale jego przygoda z Paryżem zakończyła się wstrząsającą porażką. Włoch prowadził już 6:3, 6:2 i 5:1 w starciu z Juanem Manuelem Cerundolo, by ostatecznie przegrać mecz po dramatycznym załamaniu formy. Andy Roddick, były numer jeden światowego tenisa, nie gryzie się w język i wskazuje winowajcę tej katastrofy.
Lider rankingu ATP przyznał po meczu, że w końcówce trzeciego seta poczuł zawroty głowy i miał mdłości. Choć Sinner tłumaczył porażkę chorobą, a nie upałem, Roddick widzi problem znacznie głębiej. Amerykanin ostro krytykuje obecny kalendarz ATP, a konkretnie dwutygodniowe turnieje rangi Masters 1000. Według niego to właśnie morderczy harmonogram doprowadził do fizycznego wycieńczenia 24-letniego zawodnika, który wcześniej wygrał turnieje w Monte Carlo, Madrycie i Rzymie.
Zabójczy kalendarz niszczy lidera rankingu
Roddick zauważył, że Sinner wyglądał najlepiej pod względem fizycznym podczas zeszłorocznego French Open, kiedy wracał po zawieszeniu za doping i miał na koncie tylko jeden rozegrany turniej. Teraz, po serii zwycięstw w Mastersach, zabrakło mu czasu na odpowiedni blok treningowy przygotowujący do pięciosetowych bojów. Statystyki są nieubłagane: Włoch nigdy nie wygrał meczu trwającego dłużej niż cztery godziny, a w siedmiu takich próbach zawsze schodził z kortu pokonany.
Obecnie niemal wszystkie turnieje Masters 1000, poza Monte Carlo, trwają dwa tygodnie. Roddick twierdzi, że zawodnicy są zmuszeni do ciągłej gry bez możliwości regeneracji fundamentów fizycznych. Choć Cerundolo wykorzystał szansę i wygrał 3:6, 2:6, 7:5, 6:1, 6:1, ekspert podkreśla, że nie martwi się o poziom gry Sinnera, lecz o jego wytrzymałość w ekstremalnie długich pojedynkach przy obecnym systemie rozgrywek.
