Nie tylko rakiety w grze – jak Wimbledon walczy z gołębiami, pogodą i perfekcją?

Maksymilian KotowskiMaksymilian Kotowski
29 czerwca 2025 15:34
Nie tylko rakiety w grze – jak Wimbledon walczy z gołębiami, pogodą i perfekcją?

Zanim pierwszy tenisista uderzy piłkę na trawiastym korcie Wimbledonu, ktoś inny toczy tu zupełnie inną walkę – z pogodą, szkodnikami i… ptakami. Neil Stubley, człowiek odpowiedzialny za korty i ogrodnictwo w najbardziej prestiżowym turnieju tenisowym świata, nie pracuje z publicznością. Ale to jego praca sprawia, że turniej w ogóle może się odbyć. A jednym z jego najwierniejszych „pracowników” jest… jastrząb.

Gdy kort zamienia się w pole bitwy

Stubley pracuje w Wimbledonie od trzech dekad. Doskonale wie, że każdy detal ma tu znaczenie – od struktury gleby po poranne zachowanie gołębi. I właśnie te ostatnie bywają największym problemem.

Nie chodzi jednak o ptasie odchody czy dziobanie trawy. Prawdziwe kłopoty zaczynają się wtedy, gdy gołąb zostaje uwięziony pod zamkniętym dachem kortu centralnego. Zamiast sportowego widowiska – publiczność patrzy, jak ptak krąży nad głowami zawodników.

Dlatego właśnie każdego roku, na kilka dni przed turniejem, na kortach pojawia się Rufus. Jastrząb Harris, który przez 17 lat służył jako naturalny odstraszacz, każdego ranka robi rundę nad kortem centralnym i kortem numer jeden. Gołębie widzą jego cień – i wybierają się na urlop w okolice miasta.

Zmienia się klimat, zmienia się podejście

W ostatnich latach największym przeciwnikiem Stubleya nie są jednak ptaki, a pogoda. Jak mówi, w południowej Anglii zimy stały się łagodniejsze, ale znacznie bardziej deszczowe. Coraz częściej występują intensywne burze, a okresy wilgoci są dłuższe. To wszystko wpływa na tempo wzrostu trawy, jej odporność i konieczność zmiany metod pielęgnacji.

Na szczęście korty Wimbledonu zbudowano na gliniastej glebie, która długo zatrzymuje wodę. Dzięki temu zużycie wody do podlewania jest nieporównywalnie mniejsze niż np. na piłkarskich boiskach, które mają bardziej przepuszczalne podłoże.

Kort jak organizm – mniej chemii, więcej zrozumienia

Od 2017 roku zespół Stubleya korzysta z metod, które pozwalają ograniczyć użycie chemikaliów. Jedną z nich jest rutynowe sterylizowanie parą – skuteczne w walce z chwastami i grzybami, bez potrzeby sięgania po środki ochrony roślin.

Traktujemy kort jak żywy organizm” – mówi Stubley. – „Jeśli jest nawodniony, dobrze odżywiony i w dobrej kondycji, nie potrzebuje wsparcia chemicznego. Tak samo jak ciało człowieka – zdrowy system sam się broni.”

Centymetry decydują o mistrzostwie

Największą dumą Stubleya i jego zespołu są dane. Tysiące pomiarów twardości nawierzchni na wszystkich 38 trawiastych kortach, od pierwszego tygodnia treningowego aż po finały. Każdy kort ma swoje mikroklimaty – zacienione strefy, szybsze wysychanie w jednym rogu, inną dynamikę w środku.

To wszystko trafia codziennie do rąk Stubleya, który wspólnie z inżynierami decyduje, ile wody należy dostarczyć na konkretny kort, w której strefie i o jakiej porze. Wszystko po to, by każdy punkt – czy to na korcie centralnym, czy na bocznym – był rozegrany w możliwie identycznych warunkach.

Sekret tkwi pod murawą

To nie trawa, a ziemia pod nią tworzy grę – tłumaczy Stubley. Warstwa gliny, która znajduje się pod cienką warstwą zieleni, odpowiada za odbicie piłki i szybkość nawierzchni. Trawa jest tylko oprawą, która to spina.

Wimbledon zachwyca perfekcją, ale za każdym idealnym slajdem trawnika, za każdym równym kozłem piłki stoi ogromna wiedza, technologia i doświadczenie. I choć na pierwszy plan wychodzą zawodnicy, to bez takich ludzi jak Neil Stubley – i takich ptaków jak Rufus – nie byłoby ani tej jakości, ani tej magii.

Udostępnij artykuł:

Komentarze (0)

Publikując komentarz, zgadzasz się na przetwarzanie podanej nazwy i treści, które będą widoczne publicznie. Zobacz Politykę prywatności.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!