Choć Śląsk Wrocław realnie włączył się do walki o bezpośrednią promocję do Ekstraklasy, sztab szkoleniowy konsekwentnie unika deklaracji, które mogłyby nałożyć na zespół dodatkową presję.
Przed kluczowym starciem w Warszawie Ante Šimundža wybiera retorykę ostrożności. Sytuacja w tabeli Betclic 1. Ligi po 27 rozegranych seriach gier stawia Wrocławian w uprzywilejowanej pozycji, która jeszcze zimą wydawała się mało prawdopodobna.
Obecnie Śląsk legitymuje się dorobkiem 47 punktów, co daje mu drugą lokatę – ostatnią premiowaną bezpośrednim wejściem do Ekstraklasy bez konieczności rozgrywania barażów. Liderem pozostaje Wisła Kraków z 56 punktami na koncie. Mimo tak klarownej sytuacji, Ante Šimundža tonuje nastroje i wzbrania się przed oficjalną korektą założeń postawionych przed drużyną.
Szkoleniowiec w swoich wypowiedziach kładzie nacisk na proces i codzienny rozwój, a nie na końcowy wynik widniejący w tabeli.
„Bardzo trudno jest zmieniać cele w trakcie trwania sezonu. Nie zmieniamy go oficjalnie, ale codziennie pracujemy na to, by być jak najwyżej w tabeli. Chcemy po prostu wycisnąć z tego sezonu tyle, ile się tylko da” – podkreśla opiekun Śląska.
Taka postawa sugeruje chęć ochrony zespołu przed nadmiernymi oczekiwaniami otoczenia w decydującej fazie rozgrywek.
Najbliższym sprawdzianem dla tej zachowawczej strategii będzie wyjazdowe spotkanie przeciwko Polonii Warszawa. Dla Wrocławian to kolejna okazja do umocnienia się w czołowej dwójce, jednak sztab szkoleniowy nie zamierza wybiegać myślami poza najbliższe 90 minut spędzone na stadionie przy ulicy Konwiktorskiej. Strategia „kroku po kroku” ma być receptą na zachowanie koncentracji w momencie, gdy losy awansu spoczywają w rękach samych zawodników.
Ante Šimundža trzyma się narracji, którą wprowadził do szatni na początku sezonu, unikając kategorycznych deklaracji o powrocie na najwyższy szczebel rozgrywkowy.
„Jesteśmy w pozycji, w której sami decydujemy o własnym losie. Idziemy krok po kroku, mecz po meczu. Tak jak mówiłem na początku rozgrywek: po ostatniej kolejce narysujemy linię i zobaczymy, gdzie będziemy” – ucina spekulacje trener.
