Marek Papszun nie ma złudzeń: jeszcze kilka tygodni temu dwubramkowa strata w Białymstoku oznaczałaby dla Legii całkowitą kapitulację, jednak niedzielny powrót i walka o zwycięstwo do ostatniej minuty to jasny dowód na odradzanie się stołecznej ekipy. Choć zespół wciąż walczy o ligowy byt, remis 2:2 z faworyzowaną Jagiellonią ma stać się fundamentem pod nadchodzącą serię marcowych spotkań o wszystko.
Legia która przez miesiące zmagała się z paraliżującą niemocą, w końcu pokazała twarz drużyny zdolnej do walki z najlepszymi. Kluczowym momentem spotkania w Białymstoku nie były same bramki, ale reakcja zespołu na wynik 0:2. Trener Marek Papszun wprost wskazuje na zmianę, jaka zaszła w głowach jego zawodników.
„Jeszcze niedawno ta Legia pewnie nie podniosłaby się po stracie dwóch goli w Białymstoku. Dzisiaj to zrobiliśmy, wyciągnęliśmy na 2:2 i mieliśmy okazję, by przechylić szalę na swoją korzyść” – ocenił szkoleniowiec.
Choć klub wciąż znajduje się w strefie spadkowej, to po wygranej z Wisłą Płock i odrobieniu strat z Jagiellonią, narracja wokół drużyny zaczyna się zmieniać. Papszun przyznał, że mimo trudnego położenia, czuje niedosyt:
„Zrobiliśmy bardzo dużo, aby wygrać to spotkanie. Stworzyliśmy pięć klarownych sytuacji bramkowych, co pokazuje, że zagraliśmy dobry mecz”.
Mimo widocznego przebudzenia, przed Legią wciąż długa droga, a największym problemem pozostaje brak zimnej krwi pod bramką rywala. Szkoleniowiec zwrócił uwagę na nieskuteczność Milety Rajovicia i pozostałych graczy ofensywnych, podkreślając, że bez lepiej „nastawionych celowników” trudno będzie o seryjne punktowanie.
Czasu na korekty jest niewiele, ponieważ kalendarz na najbliższe tygodnie jest bezlitosny. Już 8 marca Legia podejmie u siebie Cracovię w meczu, który Papszun określił krótko: „To spotkanie musimy po prostu wygrać”. Kolejne wyzwania to starcie z Radomiakiem i Goncalo Feio, domowy hit z Rakowem Częstochowa (22 marca) oraz niezwykle trudny wyjazd do Szczecina na mecz z Pogonią (3 kwietnia).
