Adrian Siemieniec po dwóch miesiącach milczenia zdecydował się na stanowczą reakcję wobec fali nienawiści, która spadła na jego rodzinę po głośnym zwolnieniu Rafała Grzyba. Szkoleniowiec Jagiellonii podczas konferencji prasowej po meczu z Motorem Lublin wziął pełną odpowiedzialność za zmiany w sztabie, apelując o zaprzestanie ataków na jego żonę, która stała się ofiarą medialnych spekulacji i „części środowiska”.

Siemieniec staje w obronie najbliższych
Podczas ostatniej konferencji prasowej Adrian Siemieniec odszedł od analizy taktycznej, by poruszyć temat, który – jak przyznał – ciąży mu od dłuższego czasu. Sprawa dotyczy reakcji części środowiska na głośne rozstanie z asystentem, Rafałem Grzybem. Szkoleniowiec zaznaczył, że choć jako trener jest przyzwyczajony do presji, sytuacja dotknęła jego najbliższych w sposób niedopuszczalny.
– „Chciałbym powiedzieć jedną rzecz […] odnośnie sytuacji, która powiedzmy od jakiegoś czasu […] mnie trochę męczy – nie jako trenera, ale jako męża i jako ojca” – rozpoczął Siemieniec. Trener podkreślił świadomość specyfiki swojego zawodu: – Oczywiście my jako trenerzy jesteśmy narażeni na presję, na ocenę. Bierzemy odpowiedzialność czasami za decyzje, których nikt nie chce podjąć. […] Taki mamy zawód, taki sobie wybraliśmy, nikt nam pistoletu do głowy nie przykłada”.
Siemieniec zaznaczył jednak grubą linię między krytyką zawodową a atakami na rodzinę. Wskazał, że „część środowiska w mieście” skierowała swoją frustrację w stronę jego małżonki.
„Kobieta mojego życia, która jest postawiona w sytuacji, w której w żaden sposób nie jest za nic odpowiedzialna, nie jest niczemu winna, dostaje bardzo dużo nieprzychylnych wiadomości, dostaje bardzo dużo hejtu, na który kompletnie nie zasłużyła” – mówił poruszony szkoleniowiec. „Dlatego chciałbym w tym momencie powiedzieć: dość. Po prostu. Na przykładzie mojej żony, ale też w imieniu wszystkich ludzi, którzy pracują w sporcie”.
Genezą ataku na rodzinę trenera stały się okoliczności nagłego zwolnienia legendy klubu, Rafała Grzyba. Decyzja ta, podjęta przez Siemieńca „z dnia na dzień” i bez wcześniejszych negocjacji, wywołała szok. W mediach, w tym w doniesieniach TVP Sport, zaczęto spekulować, że poza kwestiami sportowymi, tłem rozstania mógł być konflikt między żonami obu szkoleniowców.
Plotki te przybrały na sile po dwuznacznej wypowiedzi samego Grzyba, który zapytany o tę kwestię odparł: „proszę zapytać żony trenera Siemieńca, bo ze strony mojej żony takiego konfliktu nie ma”. Choć Grzyb zdementował plotki o swoich rozmowach z innym klubem, nie uciął spekulacji dotyczących sfery prywatnej, co skierowało gniew części kibiców na małżonkę pierwszego trenera.
Siemieniec w swoim wystąpieniu stanowczo wziął winę na siebie, próbując zdjąć odium z rodziny:
„Jeszcze raz powtórzę: decyzja była moja, tylko moja i za nią jestem tylko i wyłącznie odpowiedzialny. Mogą mnie ludzie za nią krytykować, mogą myśleć o tym co chcą, mogą pisać na mnie co chcą. Ale na mnie. Bo to ja jestem trenerem Jagiellonii” – argumentował. Dodał również: „Nikt z mojej rodziny, moja żona sobie na to nie zasłużyła i bardzo jest mi przykro i bardzo mnie to boli, że takie coś się wydarzyło w kierunku ludzi, którzy są dla mnie wszystkim”.

