Jan Kuchta miał być jednym z hitów transferowych Legii Warszawa, ale dziś wokół jego sytuacji pojawia się coraz więcej znaków zapytania. Czech wciąż czeka na pierwszego gola, zmaga się z urazem, a w umowie znajduje się zapis, który może w przyszłości mocno związać ręce stołecznemu klubowi.
Najciekawszy w tej historii nie jest nawet sam słaby początek Kuchty, lecz konstrukcja jego transferu. Legia wypożyczyła napastnika ze Sparty Praga do końca sezonu 2026/27, ale jeśli zakończy rozgrywki na miejscu gwarantującym grę w europejskich pucharach, będzie musiała wykupić zawodnika na stałe.
Przy obecnej sytuacji robi się to szczególnie interesujące. Legia dobrze radzi sobie w Ekstraklasie, więc scenariusz z awansem do Europy jest jak najbardziej realny. Paradoks polega na tym, że sukces sportowy może jednocześnie uruchomić obowiązek definitywnego transferu piłkarza, który na razie nie spełnia oczekiwań.
Kuchta wystąpił dotąd w sześciu spotkaniach. Nie strzelił gola, a jego dorobek zamyka się na dwóch asystach. Wokół pozycji numer dziewięć szybko zaczęła się więc dyskusja, tym bardziej że Łukasz Zjawiński również walczy o miejsce w składzie.
Teraz doszedł jeszcze uraz. Czech nie wystąpił w sparingu z Koroną Kielce, który Legia wygrała 5:1. Według informacji Legia.net powodem była kontuzja. Na razie nie wiadomo, jak długa przerwa czeka napastnika.
To wszystko sprawia, że kolejne tygodnie mogą mieć dla niego spore znaczenie. Kuchta przychodził do Warszawy z bardzo mocnym CV. W Sparcie Praga zdobył 60 bramek, w Slavii 32, a do tego zanotował 32 występy w reprezentacji Czech. Oczekiwania były więc zdecydowanie większe niż to, co pokazuje jego obecny dorobek.
Legia może oczywiście uniknąć obowiązkowego wykupu, jeśli nie zajmie miejsca dającego europejskie puchary. Taki scenariusz trudno jednak traktować jako pożądany z punktu widzenia klubu.

