Jose Mourinho musiał przełknąć gorycz pierwszej porażki po powrocie na ławkę trenerską Królewskich. Choć Real Madryt dominował na murawie stadionu La Cartuja, to Real Betis dopisał do swojego konta trzy punkty po skromnym zwycięstwie 1-0. Decydujący cios zadał letni nabytek gospodarzy, Troy Parrott, który brutalnie przerwał idealną serię madrytczyków na starcie sezonu LaLiga.
Przebieg spotkania w Sewilli był trudny do wytłumaczenia dla sztabu szkoleniowego gości, którzy wcześniej cieszyli się z kompletu trzech wygranych. Los Merengues seryjnie marnowali dogodne okazje pod bramką rywali, a kumulacja pecha nastąpiła w doliczonym czasie gry. Kylian Mbappe stanął przed szansą na uratowanie remisu, jednak fatalnie spudłował z rzutu karnego, co przypieczętowało sensacyjny wynik. Według zagranicznych doniesień, Francuz wcześniej obił również poprzeczkę po technicznym uderzeniu, co tylko dopełniło obrazu frustracji w obozie wicemistrzów Hiszpanii. Mourinho, mimo bolesnej przegranej, postanowił publicznie wziąć swoich piłkarzy w obronę i nie krył zdziwienia końcowym rezultatem.
Portugalczyk podczas konferencji prasowej przekonywał, że postawa jego zespołu nie zasługiwała na tak surową karę. „Naprawdę nie wiem, jak mogliśmy to przegrać. Graliśmy tak dobrze, wręcz bardzo dobrze” – zapewnił szkoleniowiec Realu Madryt przed kamerami. Mourinho podkreślił, że zaangażowanie zawodników było na najwyższym poziomie, a zwycięstwo przeciwników określił mianem przypadku. „Postawa graczy była fantastyczna i zrobiliśmy wszystko, by wygrać. Gratulacje dla Betisu, wygrali na loterii” – dodał trener.
Choć wcześniejsze pierwsze kolejki ligowe napawały optymizmem, porażka z zespołem Manuela Pellegriniego obnażyła problemy ze skutecznością. Real Madryt musi teraz szybko wyciągnąć wnioski, bo walka o odzyskanie tytułu mistrzowskiego nie wybacza tak kosztownych pomyłek pod bramką rywala.
