Motor Lublin zazdrości rywalowi napastnika? Stolarski skomentował tę kwestię podczas przedmeczowego spotkania z mediami, odnosząc się jednocześnie do debiutu nowego obrońcy, roszad w defensywie oraz strategii na starcie z wyjątkowo skuteczną na wyjazdach Koroną Kielce.
Głównym wyzwaniem dla sztabu szkoleniowego Motoru przed sobotnim meczem ligowym jest specyficzny styl gry Kielczan, którzy potrafią wygrywać mecze przy niskim posiadaniu piłki. Mateusz Stolarski podkreśla, że Korona to zespół o dużej intensywności i groźnych stałych fragmentach gry.
„Mecz rozstrzygnie się w fazach przejściowych – tam musimy być bezbłędni” – zauważył szkoleniowiec.
Według jego przewidywań, to gospodarze będą częściej przy futbolówce, co narzuci konieczność mądrego zarządzania atakiem pozycyjnym i natychmiastowego „gaszenia” kontrataków rywala.
W kontekście personalnym trener wyjaśnił również przyczyny ostatnich zmian w linii obrony. Wystawienie Arkadiusza Najemskiego kosztem Marka Bartoša było podyktowane chęcią przerwania serii straconych bramek i dopasowaniem taktycznym pod konkretnego przeciwnika. Stolarski przyznał, że posiada szeroką kadrę, co pozwala mu na elastyczne rotowanie składem w zależności od potrzeb danego meczu.
W trakcie rozmowy poruszono wątek Mariusza Stępińskiego, który stał się ważnym ogniwem Korony. Zapytany o ewentualną zazdrość wobec takiego transferu, Mateusz Stolarski odpowiedział stanowczo:
„Absolutnie nie. Mamy w składzie napastnika, który również strzela sporo bramek i wierzę, że w sobotnim pojedynku to nasz zawodnik okaże się skuteczniejszy”.
Trener z zadowoleniem przyjął powrót klasowego gracza do Ekstraklasy, widząc w tym dowód na wzrost atrakcyjności polskich rozgrywek.
Nie brakuje kibiców, którzy czekają na debiut Thomasa Santosa Christensena w barwach Motoru. Mimo jego wysokich walorów motorycznych, sztab wciąż ocenia gotowość zawodnika do gry w wyjściowej jedenastce, biorąc pod uwagę jego dłuższą przerwę od meczów. Stolarski zaznaczył, że kadra na finisz rundy jest już zamknięta, a rozmowy o kontraktach Filipa Wójcika czy Pawła Stolarskiego zostają odłożone na później.
Choć w zespole pojawiły się pewne „zmartwienia kadrowe”, trener nie zdradził przed sobotnim gwizdkiem, o których zawodników konkretnie chodzi.
