Emma Raducanu nie gryzie się w język. Brytyjska tenisistka przyznała wprost, że jej naturalny styl gry został z niej „wyparty przez trenerów” i teraz musi uczyć się własnych instynktów na nowo.
Obecna 24. rakieta świata zdecydowała się na odważne wyznanie po rozstaniu z Francisco Roigiem, do którego doszło po porażce w drugiej rundzie Australian Open. Raducanu sugeruje, że hiszpański szkoleniowiec miał negatywny wpływ na jej postawę na korcie. Tenisistka czuje, że przez długi czas zbyt wiele osób mówiło jej, jak ma grać, co kompletnie nie pasowało do jej sportowej tożsamości. Teraz 22-latka chce odzyskać kontrolę nad własnym tenisem, co wymaga czasu i odrzucenia narzuconych schematów.
Koniec z jednym trenerem? Raducanu zmienia strategię
Zwyciężczyni US Open z 2021 roku nie zamierza już wiązać się z jednym głównym trenerem, aby uniknąć presji i ciągłej analizy każdego ruchu sztabu. Zamiast tego planuje korzystać z wiedzy kilku różnych osób. Do jej zespołu wrócił Mark Petchey, z którym współpracowała już w przeszłości, a w sztabie pozostaje Alexis Canter. Raducanu podkreśla, że praca z Petcheyem daje jej radość, ale nie jest pewna, jak będzie wyglądać ich przyszłość. Gwiazda chce uniknąć sytuacji, w której musi słuchać poleceń, z którymi się wewnętrznie nie zgadza.
Brytyjka przygotowuje się obecnie do startu w Indian Wells 2026, gdzie zamierza testować nowy model współpracy. Przyznaje, że znalezienie jednej osoby, która spełniłaby wszystkie jej oczekiwania, jest niemal niemożliwe. Dlatego zamierza „sięgać po rady u różnych ludzi”, zachowując przy tym większą niezależność decyzyjną. Raducanu otwarcie mówi o presji, jaka towarzyszy zatrudnianiu nowych szkoleniowców, co często zmuszało ją do trwania w układach, które nie były dla niej korzystne pod względem sportowym.
