Światowy tenis stanął w obliczu poważnego kryzysu wizerunkowego. Wycofanie się Jannika Sinnera i Novaka Djokovicia z nadchodzącego turnieju Canadian Open wywołało lawinę komentarzy na temat przeładowanego kalendarza ATP. Lider rankingu, Sinner, tłumaczy swoją decyzję troską o zdrowie, podczas gdy zbliżający się do czterdziestki Djoković stawia na priorytetowe traktowanie turniejów wielkoszlemowych. Lista nieobecnych jest jednak znacznie dłuższa i obejmuje aż 16 nazwisk, w tym kontuzjowanego Carlosa Alcaraza.
Organizatorzy turnieju w Montrealu nie kryją rozczarowania postawą czołowych zawodników. Dyrektor zawodów, Valerie Tetreault, przyznała, że choć szanuje decyzje graczy, to częstotliwość rezygnacji w ostatniej chwili staje się problemem systemowym. „Wierzymy, że częstotliwość tych wycofań w ostatnich latach podnosi szerszą kwestię dla naszego sportu. Masters 1000 to flagowe wydarzenia, a fani mają prawo oczekiwać rywalizacji najlepszych” – podkreśliła Tetreault, zapowiadając rozmowy z władzami ATP.
Przykład idzie z góry
Eksperci zauważają, że obecna sytuacja nie jest wyłącznie winą wydłużenia turniejów Masters do dwóch tygodni. Gill Gross wskazuje, że Roger Federer i Rafael Nadal przez lata omijali kanadyjskie zawody, dbając o swoje organizmy w drugiej połowie kariery. Federer w latach 2012–2021 zrezygnował z gry w Kanadzie aż siedmiokrotnie, a Djoković nie pojawił się tam od 2018 roku. To pokazuje, że najlepsi tenisiści od dawna selektywnie dobierają starty, by zachować siły na najważniejsze momenty sezonu.
Problem pogłębia niefortunne miejsce turnieju w kalendarzu, który mimo trzech tygodni przerwy po Wimbledonie, wciąż nie przyciąga największych nazwisk. Gross zauważa, że wielka trójka wyznaczyła standardy w zarządzaniu własnym ciałem, co teraz naśladują młodsi gracze. „Czuję się fatalnie z powodu turnieju w Kanadzie, ale to nie wina rozszerzonych Mastersów. Ten turniej zawsze był w złym miejscu w kalendarzu” – podsumował ekspert na swoim kanale YouTube, wskazując na nieuchronność obecnego trendu.
